Loecknitz
-
DST
68.00km
-
Temperatura
21.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
grzybobranie po południu
-
DST
43.00km
-
Temperatura
21.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Bardziej dla rekreacji niż zbierania. Zbiór od 15:00 do 17:00. 
Jak na zdjęciu © dornfeld
Rekord życiowy ze zwiedzaniem
-
DST
218.58km
-
Temperatura
20.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nadzwyczaj łatwo pobity rekord powypadkowy o 11 km i rekord życiowy o 3 km. Tam pod silny wiatr, z powrotem z wiatrem. Na końcu bezmyślne dokręcanie, właściwie mógłbym dalej tak się kręcić, ale bardzo tego nie lubię. Zrobiłem wyjątek i przekonałem się o swoich możliwościach, więc czas ułożyć jakąś wycieczkę i podbić dystans o kilka nowych km. Zobaczyłem trzy nowe wioski, z których najważniejsze było Trzebieszewo. Z braku dokładnej mapy wjechałem nie z tej strony, ale wcale się tym nie martwiłem. Do Kamienia Pomorskiego i z powrotem drogą klasyczną, wyjątek to skręt w drodze powrotnej z Miękowa do Białunia i dalej pętlą do Goleniowa i wspomniane już powyżej i poniżej dokręcanie.
W drodze powrotnej spotkanie z Monterem, Jaszkiem i trzecią nie znana mi osobą.
Zużyte paliwo przez cały dzień: 2 rogale, 4 bułki, 12 plasterków sera żółtego, 2 tabletki magnezu, kiść wiinogron, 2, 5 l. Pepsi, 1,5 l wody. Soku pomidorowego nie zdążyłem otworzyć:) 
Zjazd z drogi Kamień - Pobierowo do Chrząstowa. © dornfeld
Chrząstowo - Trzebieszewo - na szczęście tylko kilkaset metrów jest w takim stanie. © dornfeld
Rzeka Świniec. © dornfeld
Kościół w Trzebieszewie. © dornfeld
Pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej w Trzebieszewi, na każdym boku nazwiska z innej wioski © dornfeld
Rzut oka na drogę na Świniec i dalej do Sulikowa i Pobierowa do wsi Jatki ? Na razie znaki zapytania w jakim są stanie? © dornfeld
Przy wyjeździe na drogę 103. © dornfeld
W drodze powrotnej, nabijanie kilometrów na zamkniętej, dawnej drodze z Załomia w kierunku trójki. © dornfeld
W sumie trzy rundy i dodatkowe 18 km nabite, potem jeszcze parę kółek w okolicy Wałów Chrobrego. © dornfeld
Fotka na pamiątkę :) © dornfeld
miasto
-
DST
23.10km
-
Temperatura
18.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nad morze inaczej
-
DST
124.30km
-
Temperatura
20.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Prawdopodobnie o tej porze,jeszcze bym śmigał, gdzieś na rowerze w zupełnie innym rejonie województwa zachodniopomorskiego, a częściowo także poza nim, gdybym wiedział to co teraz wiem. Jednak była dziś opcja, że będę musiał być w domu po południu więc zrobiłem taką krótką wycieczkę z wczesnym powrotem pociągiem.
Parę rzeczy było nowych;
1. po raz pierwszy przejechałem drogę; Rekowo - Buszęcin - Jarszewo
2. po raz pierwszy przejechałem się drogą z Wrzosowa do Radawki i dalej - wpierw polną, potem leśną do drogi 102 pod Łukęcinem.
3. po raz pierwszy zrobiłem sobie około dwukilometrowy spacer po plaży razem z rowerem 
Na spacerze z pod Łukęcina do Dziwnówka. 
Jeden z ostatnich bunkrów koło Dziwnówka, pamiętam czasy kiedy można było do nich wchodzić. 
Łukęcin.
Droga z Rekowa do Buszęcina, dalej asfaltowa do Jarszewa. W Rekowie przy końcu wsi należy skręcić w lewo. Jadąc w odwrotną stronę w Buszęcinie, gdzie kończy się asfalt należy skręcić w lewo.
Droga do Radawki. Potem była droga brukowa, polna i kawałek w lesie, wyjechałem na drodze 102, przed słupkiem 35,5, o ile dobrze pamiętam.
Przewietrzyć czaszkę
-
DST
43.30km
-
Temperatura
19.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś cały dzień spędziłem przy komputerze, dzień był nerwowy, ale wszystko się udało. Już po zmroku, wybrałem się przewietrzyć dymiący się już mózg i odstresować. Pojechałem do końca Goleniowskiej i z powrotem. Jadąc w z powrotem utknąłem na godzinie na ulicy Goleniowskiej z powodu ulewy, podkreślam tu słowo ulewa, bo nie był to deszcz. Jak mi się znudziło postanowiłem jechać, mimo, że nic nie przestawało. Po kilkudziesięciu sekundach, deszcz praktycznie przestał padać. Nie wiem czy miałem szczęście, czy siedziałem pod jakąś pojedynczą chmurą. Brak jednak wielkich kałuż na wysokości portu wskazuje, że kawałek dalej deszcz musiał być o wiele mniej intensywny. Wyjazdu jednak nie żałuję, to było mi potrzebne. Powrót po północy.
Loecknitz po zmroku
-
DST
67.10km
-
Temperatura
16.3°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Popołudniu zebrać grzyby na jajecznice. Chyba wystarczy ? :)
-
DST
43.00km
-
Temperatura
19.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze

Tym razem popołudniu od godziny 16:00 do 17:20, na tym samym polu co wczoraj. Grzyby tam, gdzie nikt nie zbierał w masowych ilościach, częściowo nienadające się do zbioru. Po zebraniu kosza, z ciekawości udałem się na drugą miejscówkę, gdzie była taka sama sytuacja, kilka minut nic, a potem miejscówka z widocznymi z daleka dużymi grzybami. Na sam koniec dosłownie kilka małych grzybków, ale o ile duże , jak już pisałem, rosną w grupach, małe za każdym razem rosły samotnie. Wszystko wskazuje na to, że w tym miejscu był to pierwszy jednodniowy wysyp (przynajmniej w mojej starej miejscówce, jeszcze tydzień temu nic tam nie rosło ) Obecnie robię przerwę, wczorajsze grzyby poszły na mrożenie, dzisiejsze będę konsumował jutro i pojutrze. Potem trzeba dzień, dwa odetchnąć od grzybów, w po weekendzie zapewne niewiele zostanie. Czekam na kolejny wysyp, liczę, że ostatnie bardzo obfite deszcze, zaprocentują za jakieś dwa tygodnie. Jeżeli w międzyczasie czas pozwoli na jakąś dłuższą rowerową wycieczkę, będę obserwował sytuacje w terenie.
Potrzebny kombajn do zbierania grzybów, kosiarka nie daje rady :)
-
DST
43.00km
-
Temperatura
18.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze

Koszenia grzybów ciąg dalszy © dornfeld
O 8:00 rano było po wszystkim, co stanowi mój rekord od lat, jeżeli nie życia. Od kilku dni deszcz padał nieprzerwanie, co niewątpliwie odstraszyło grzybiarzy w ostatnich dniach. W chwili zebrania kosz był kopiasty, grzyby się ubiły po drodze, kilka zgubiłem, a dwa podarowałem na dobry początek dwóm grzybiarkom. Powrót do mojej starej miejscówki wypadł więc nadzwyczaj pomyślnie, przy czym zdążyłem przejść tylko kawałek. Grzyby były od pierwszej minuty do ostatniej, co więcej wraz z zapełniającym się koszem i kolejnymi metrami było ich coraz więcej. Po zebraniu, spacerek, całe połacie trzeba było zostawić. Żal, że nie wziąłem aparatu, ale dziś musiałem wsiąść kalosze, które zajęły sporo miejsca w plecaku, dodatkowo trzeba zostawić miejsce na odzież, którą miałem zamiar zdjąć wraz z rosnącą temperaturą, co nie było konieczne, gdyż wyjechałem całkiem rano z lasu. Szkoda, polany porośnięte z daleka widocznymi grzybami wyglądały nadzwyczaj efektownie. Podany czas zbioru jest zaniżony do czasu do klasycznego, grzybobrania bez roweru , gdyż gros czasu, zajmuję mi powrót z grzybami do roweru, celem jego przesunięcia. To jest minus. Z drugiej strony, zebranych grzybów nie muszę nosić, a poza tym na mojej miejscówce, jestem w ciągu kilku minut. Oszczędzam więc jakieś 50 minut chodzenia po drodze, a w tym czasie zdążyłem zebrać prawie cały kosz :) Ogólnie cały las pachnie grzybami, zarówno tymi jadalnymi jak i trującymi. Na obecną chwilę sezon najlepszy od lat, a jeszcze nie tak dawno sporo osób panikowało na grzybnych serwisach, że grzybów w tym roku już na pewno nie będzie, jak co roku zresztą.


