Loecknitz
-
DST
66.78km
-
Czas
03:17
-
VAVG
20.34km/h
-
VMAX
33.03km/h
-
Temperatura
8.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
pętla do Loecknitz - przez miasto
-
DST
66.11km
-
Czas
03:14
-
VAVG
20.45km/h
-
VMAX
33.64km/h
-
Temperatura
10.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na początek do załatwienia sprawy na mieście, dlatego wyjazd przez Gumieńce, Stobno, Bobolin, Grambow - Ramin - Wilhelmshof - Loecknitz. Powrót przez Blankensee i Buk.
Loecknitz - 22 października
Loecknitz - 6 listopada
Jak widać pewnien element na zdjęciu zmienił swoj wygląd.
Dobieszczyn - po zmroku
-
DST
59.90km
-
Czas
03:06
-
VAVG
19.32km/h
-
VMAX
26.46km/h
-
Temperatura
9.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do granicy i ani centymetra dalej. Jazda w całości po zmroku, super klimat, księżyc, czego chcieć więcej. 
Dobieszczyn – na granicy po zmroku. 
Za Tanowem, na drodze leśnej nr 27, kładziona jest nowa nawierzchnia o długości 5,5 km. Droga będzie się łączyć z asfaltem po drugiej stronie lasu. Tyle się dowiedziałem od osoby, która czekała na spóźnione ciężarówki z nowym kruszywem.
Niemieckie buraki na drodze i nie tylko
-
DST
100.95km
-
Czas
06:01
-
VAVG
16.78km/h
-
VMAX
37.75km/h
-
Temperatura
10.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś kółko do Loecknitz dalej przez Retzin , Grambow, Ladenthin, Pomellen, Rosow, Pargowo i dalej szlakiem Bielika. Trasa nie ważna, opisana już kilka razy, jaki jest koń każdy widzi. Większości się szlak podoba, mnie zdecydowanie nie, ze względu na nawierzchnię, która szybko ulega dekapitalizacji.
Mój fatalny nastrój wyniknął z jednego przykrego wydarzenia około 8 rano w Loecknitz, który pokazał buraczaną mentalność Niemców, której się nie widzi na pierwszy rzut oka, ale wychodzi na zewnątrz przy odpowiednim zbiegu okoliczności.
Przed Loecknitz parę minut przede mną został potrącony kot. Zwierzak przeżył zaczął się wić na jezdni, ale nie mógł się ruszać, połamane nogi. Samochodów cała masa, godzina dojazdu do pracy. Co robią kulturalni Niemcy, łącznie z kierowcą który go potrącił. Omijają kotka szerokim łukiem, nie przejadą go tylko dlatego, bo można sobie pobrudzić samochód i jest to niezgodne z przepisami.
Zastanawiam się co robić, nie wiem gdzie może być weterynarz, numerów nie znam, nawet nazwy ulicy, zabrać też nie mam jak. Żaden burak się nie zatrzymał. Ostatecznie sprawa się tak zakończyła, że zadzwoniłem dzwonkiem do domku właściciela posesji, który zabrał kociaka, który okazał się być jego własnością.
I teraz parę scenek rodzajowych z udziałem Niemców. Znam mentalność Niemców bardzo dobrze, zjechałem je wzdłuż i wszerz: kontakty przyjacielskie, rodzinne, handlowe a nawet genetyczne. Z pochodzenia teoretycznie jestem w ¼ Niemcem, o czym poniżej.
Berlin w zeszłym roku, miejsce Rathaus Steglitz a więc nie są to slumsy. Tłum ludzi, dwóch arabów, chyba Turków, co nie ma zresztą znaczenia, ciągnie rower po chodniku wraz z prowizorycznym stojakiem, szprychy są już połamane. Ktoś reaguje? Oczywiście nie.
Scenka historyczna – rodzinna. Jak już wspomniałem, mam koligacje rodzinne z Niemcami. Moja babcia z pochodzenia była Niemką, Wywodziła się Niemców galicyjskich żyjących w Polece od końca XVIII wieku. Jedną z moich pasji jest genealogia, najstarszy znany przodek urodził się w 1693 roku, przez wiele lat robiłem kwerendy archiwalne w Polsce, Niemczech, Ukrainie. Niemcy ci przeważnie nienawidzili Hitlera, następujących powodów, mieszkali oni w Polsce 200 lat, żyli tu i nie byli narażeni na propagandę, po drugie w 1939 roku przez Hitlera zostali wysiedleni do Rzeszy z kresów wschodnich włączonych do ZSRR na mocy układu Stalin – Hitler. Wszystkim automatycznie zostały nadane obywatelstwa niemieckie.
Mój pradziadek wyjeżdza do Berlina i stara się pomóc polskiej części rodziny ( listy, dokumenty w posiadaniu), tam jest właścicielem domu. Co robią lokatorzy w 1940 roku – donoszą na Gestapo o kontakty z Polakami. Berlin 1945 rok – co robią ci sami – oskarżają mojego pradziadka, że jest kapitalistą, wyzyskiwaczem, faszystą itd. Dla wielu błędem Hitlera nie było wywołanie wojny ale jej przegranie.
Tutaj mi się przypomina film, tytułu nie pamiętam, o donosicielstwie niemieckim podczas wojny na podstawie zachowanego archiwum Gestapo, jak się okazuje w miasteczku gestapowców było tylko kilku a cały system opierał się na donosicielstwie. Scena z reporterem, starsza miła Pani siedzi na ławce w parku. Reporter pokazuje jej donos i pyta, czy to Pani podpis? Tak, mój. Czy Pani ten donos napisała. Nie, to nie ja, podpis jest mój ale nie wiem skąd się wziął.
Bardzo powszechny odbiór jest taki, że Niemiec, jest kulturalny, przepuści jadąc samochodem, powie Guten Tag, nie śmieci, jak poprosi o pomoc to pomoże. Prawda, sam z tej pomocy skorzystałem już wiele lat temu jak złapałem gumę i nie zabrałem ze sobą zapasowej dętki ani łatek. W ciągu parę minut zabrałem się stopem do Eggesin do warsztatu rowerowego. Tylko kończy się to wtedy, kiedy można się w jakiś sposób narazić, ponieść szkodę finansową. Stąd nie dziwi mnie reakcja Niemca w Berlinie, podczas ostatniego festiwalu światła w Berlinie, gdzie jedna z rowerzystek najechała Niemcowi na tył roweru.
http://rammzes.bikestats.pl/603123,Szczecin-na-podboj-Berlina.html
Tak samo jak ostatnie wyniki faszystowskiej NPD za naszą granicą.
Piszę to wszystko nie dlatego, że mam jakieś uprzedzenia do Niemców jako narodu, bo przykładów przeciwnych też jest sporo np. w Polsce we wsi Biała jest kapliczka dziękczynna ku czci SS-mana który uratował ponad 400 Polaków. Jest to taka moja odpowiedź na narzekanie wśród szczecińskich bikerów jak to Polacy są chamami a Niemcy wzorem kultury. Ani jedno ani drugie nie jest prawdą i nie musimy ciągle popadać w kompleksy.
Odra
pogranicze - 8 razy na granicy polsko niemieckiej
-
DST
139.26km
-
Czas
07:24
-
VAVG
18.82km/h
-
VMAX
35.46km/h
-
Temperatura
16.0°C
-
Podjazdy
310m
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Najdalsze punkty wycieczki: to Loecknitz i Pargowo czyli bardzo blisko, jednak podczas wycieczki zrobiłem kilka pętli w poszukiwaniu dróg na pograniczu, w tym dawnych dróg polnych łączących wsie leżące obecnie po obu stronach granicy.
Efektem był rekord życiowy pod względem ilości przekroczeń granicy państwa w ciągu jednego dnia:
1. Buk
2. Ladenthin - Warnik
3. zielona granica do Pomellen
4. Ladenthin - Warnik, drugi raz
5. Pargowo - droga rowerowa
6. Rosówek
7. Bobolin
8. Lubieszyn
Powrót po zmroku. W czasie wycieczki mieści się ok. 20 minutowe prowadzenie roweru między Barnisławem a Pommellen.
Na początku głównym celem była wizyta w Loecknitz. Drugi punkt to zobaczenie nowej ścieżki rowerowej z Pargowa do granicy celem sprawdzenia jej przydatności w przyszłych wycieczkach w kierunku Gryfina, Schwedt itd. Jak się okazało wycieczka się przedłużyła i bardzo dobrze. Największym przeciwnikiem aż do Pargowa był wiatr.
Wycieczka miała następujący przebieg. Po załatwieniu spraw w Loecknitz ruszyłem w kierunku Ladenthin, robiąc niepotrzebny ale przyjemny objazd przez Lebehn i Schwennez, zgodnie ze znakami drogowymi. Zrobiłem pierwsze małe kółko. Następnie udałem w kierunku granicy do nowo wybudowanej drogi do Warnika. Tam wpadłem na pomysł, że warto by było odnaleźć drogę z Ladenthin do Pomellen oraz przez zieloną granicę z Barnisława w kierunku Pomellen, którą akurat dziś zauważyłem na mapie. Zrobiłem w ten sposób drugie koło. 
Ladenthin – Warnik
W Barnisławiu skręciłem zdecydowanie za wcześnie, koło kościoła, przy kolejnym rozwidleniu dróg skierowałem się początkowo kamienistą potem zwykłą gruntową drogę w kierunku granicy. 
Na dole granica, słupek nr 775. 
Widok z Niemiec do Polski. Droga prowadzi na wzgórze już po polskiej stronie, dalej prosto prowadzi aleja drzew, ja przyszedlem na górę z lewej strony, czyli źle. Na mapie widać, że niepotrzebnie wydłużyłem sobie drogę
Po stronie niemieckiej szedłem piechotą aż do wielkiej kopalni piachu. Odtąd droga była utwardzona można było wsiąść i jechać. 
W Pomellen wyjechałem w tym miejscu,z drogi po lewej stronie. Trzeba ją będzie zaliczyć jeszcze raz a po minięciu granicy pójść (pojechać ) prosto (patrz: opis zdjęcia dwie pozycje wcześniej). Jak się dowiedziałem droga w prawo prowadzi do Kołbaskowa, można tam jechać nawet samochodem. Na ile te wiadomości są precyzyjne okaże się niebawem. 
Następnie odnalazłem drogę do Ladenthin i ponownie znalazłem się na przejściu granicznym. Zanim to nastąpiło odwróciłem się do tyłu i zrobiłem z oddali zdjęcie Pomellen. W Warniku skręt na południe i jazda do Kołbaskowa i Rosówka. Tam odbiłem w stronę Pargowa. 
W końcu znalazłem się w miejscu, opisywanym ostatnio przez większość szczecińskich cyborgów. Spojrzenie na drogę w kierunku Moczył nie wyglądało zachęcająco, pewno się tam wybiorę ale tylko raz, chyba, że położą asfalt lub zrobią inną przyzwoitą nawierzchnię. 
Kościół w Pargowie. Jest różnica. Poprzednio wszystko było zarośnięte, we wnętrzu kościoła bujnie rosły drzewa. 
Kościół w Pargowie w kwietniu tego roku. 
Dalej drogą rowerową aż do granicy, która jest przy samej szosie z Neurochlitz – Staffelde. 
Najpierw pojechałem do Staffelde a potem z powrotem do Neurochlitz. Trasę przejechałem pierwszy raz. 
Z Neurochlitz jazda prosto do Rosówka. Aleja kończy się na granicy, od słupka granicznego drzewa „zagrażały” uczestnikom ruchu. Pamiętam całą batalie o tą aleję, chyba tylko dzięki protestom, na części trasy do Kołbaskowa posadzono nowe drzewa, zresztą rosną one niewiele dalej od drogi od poprzedników. Początkowo miało nie być żadnych nowych nasadzeń. Dla mnie już pożytek z tych drzew będzie niewielki. 
Z powrotem postanowiłem jechać boczną drogą przez Smolęcin w kierunku Gumieniec. Jechało się jednak tam przyjemnie, że żal było jechać do domu. Właśnie teraz jechałem razem z wiatrem. W Bobolinie postanowiłem wrócić na stronę niemiecką do Schwennenz przez byłe przejście małego ruchu granicznego tuż przed zachodem słońca. Wygodniej, bezpiecznej, zwłaszcza w taki dzień i dłużej, co dziś było zaletą.
Ze Schwennenz ruszyłem do Grambow i dalej nowo wybudowaną drogą rowerową do Linken. 
Z Linken ruszyłem do Lubieszyna, ostatni raz minąłem słupki graniczne. Następnie skręciłem w lewo do Dobrej, przez Wołczkowo, Głębokie i las arkoński do domu.
miasto
-
DST
29.89km
-
Czas
02:00
-
VAVG
14.95km/h
-
Temperatura
15.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
jeden wyjazd za dnia, jeden po zmroku
temp. max 15 min.9.9 stopnia.
Oblicza jesieni w drodze nad morze
-
DST
127.51km
-
Czas
06:03
-
VAVG
21.08km/h
-
VMAX
32.28km/h
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wspaniały dzień, o piątej rano 10 stopni, czyli upał jak na tą porę roku. Wycieczka tak jak ostatnie nastawiona na podziwianie jesieni, zabytki mogą poczekać do przyszłego roku.
W domu musiałem być około 16.00 stąd wczesna pora i mimo wszystko niedosyt bo miałem ochotę na jazdę rowerem także w drugą stronę.
Wyjazd około 05.00, powrót o 13.02 z Kamienia Pomorskiego. Do Goleniowa jazda w ciemnościach. Pochmurno, mgliście, bez deszczu, ale w nocy musiało solidnie padać na trasie.
Kierowcy na całej trasie bez zarzutu jak mało kiedy, zero bliskiego wymijana, wymuszania pierwszeństwa, pędzących z naddźwiękowa prędkością samochodów. Dla równowagi,na bikestats o nich się zazwyczaj nie pisze, pełno idiotów na rowerach, nieoświetlonych w całkowitych ciemnościach. Jeden z nich, jadąc na przeciwległym pasie, obok mnie na lekkim zakręcie wjechał na pobocze, którego nie mógł widzieć mimo, że jechał jakieś 10 - 15 na godzinę i o mało się nie wywalił. Miał szczęście, że zakręt nie był w drugą stronę i nie wjechał na przeciwległy pas pod samochód oraz że nie było tam drzewa. Byłby to jeden z nielicznych wypadków, gdzie rowerzysta stracił panowanie na łuku drogi i rozbił się na drzewie. Nie sygnalizowanie manewrów to także norma a także wymuszanie pierwszeństwa. Taką sytuacje miałem podczas ostatniej jazdy w Przybiernowie, gdzie droga koło kościoła rozwidla się na dwie jednokierunkowe jezdnie). Rowerzysta jechał najpierw pod prąd a potem władował się na drogę główną prosto pod moje koła. Do stłuczki nie doszło.
Generalnie standardowa jazda do Dziwnówka z małymi wyjątkami:
1. Z Goleniowa do Żółwiej Błoci jechałem przez Miękowo omijając zatłoczoną ulicę Nowogardzką, z dużą ilością kolein grożących wywrotką w przypadku najechania. Zamiast tego skręciłem w ul. Wolińską w kierunku trójki, przy zjeździe skręciłem w skrajny prawy pas z nowym asfaltem, formalnie zamknięty z powodu robót drogowych na kilku metrach u granic Miękowa. Sytuacja jest tam inna za każdym razem. W Miękowie, przy kościele w prawo, przez Białuń aż do końca drogi, gdzie skręciłem w lewo na Moracz. Z Moracza klasyczną trasą przez Rokite, Kartlewo, starą trójka do Parłówka.
#lat=53.59189&lng=14.80476&zoom=12&type=2
2. Jadąc do Kamienia nie skręciłem na Jarszewo, gdzie dojeżdza się do szosy: Wolin - Kamień Pomorski. Jechałem główną drogą, jak na zdjęciu, by zaliczyć dwie piękne aleje. Pierwsza, na ulicy Szczecińskiej, złożona z czterech rzędów drzew prowadząca do Kamienia Pomorskiego. Druga, przy drodze wojewódzkiej z Kamienia do Trzebiatowa i Kołobrzegu (ulica Gryficka - zdjęcie nr 1).
Na drodze do Dziwnówka prace postępują naprzód, są już praktycznie gotowe dwa pierwsze odcinki drogi rowerowej, mogę oficjalnie potwierdzić, że z asfaltu. Sama jezdnia będzie naprawdę szeroka, spokojnie zmieszczą się na niej cztery rzędy samochodów, będzie piękna nawierzchnia i droga powinna być super bezpieczna. Ciekawe jak będzie w praktyce, szeroka jezdnia to idealne miejsce do wyprzedzania na trzeciego itp. manewrów.
Ostatnio ktoś poruszał problem fatalnej drogi z Dobieszczyna do Nowego Warpna, pełno dziur, przełomy, droga wąska itd. Prawda, ale jest to jedna z nielicznych dróg, bez krzyża na poboczu. Odwrotny przykład to nowa obwodnica Wrocławia, gdzie tuż po otwarciu był pierwszy wypadek śmiertelny, bo rozpędzony samochód przy zjeździe spadł z mostu. 
Kamień Pomorski – Trzebiatów.
Niewiadowo. W okolicznych lasach widać już jesień. 
W Łoźnicy już zimowo. 
Podobnie przy drodze do Kamienia. 
Z drugiej strony jeszcze kolorowo. 
Kamień Pomorski – Dziwnówek, nowa droga rowerowa.
Rieth - naprawa sztycy
-
DST
94.23km
-
Czas
04:54
-
VAVG
19.23km/h
-
VMAX
30.21km/h
-
Temperatura
9.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wycieczka popołudniowa, powrót tuż przed 19.00, w pierwszą stronę jada w stronę do Nowego Warpna i przeprawa przez las na granicę polsko - niemiecką. Powrót główną drogą przez Ahlbeck, Gegensee, Hintersee i Dobieszczyn. Droga powrotna pod wiatr, który mocno dawał się we wznaki na terenach niezalesionych.
#lat=53.60473&lng=14.28772&zoom=10&type=2\

Myśliborka - struga o długości 6,5 km płynąca w wiekszości na granicy polsko - niemieckiej. Wypływa z jeziora Myśliborskiego Wielkiego. Ujście do jeziora Nowowarpieńskiego w całości po polskiej stronie.
Stolec - penetracja nadgranicznych terenów dawnego parku za pałacem
-
DST
89.12km
-
Czas
04:49
-
VAVG
18.50km/h
-
VMAX
36.07km/h
-
Temperatura
7.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś postanowiłem odnaleźć drogę do niemieckiej części pałacu w Stolcu/ Stolzenburgu a właściwie parku, gdyż sam pałac leży w całości na terenie Polski. Wyjazd o godzinie 11.00, najpierw do Loecknitz załatwić swoje sprawy, tam przerwa w knajpie na obiad i dalej przez Boock, Stolzenburgerstrasse do Pampow. W Pampow chciałem pojechać opisywaną wielokrotnie brukową drogą do Stolca. Nigdy na niej nie byłem i ostatecznie do granicy doszedłem taką śródpolną drogą. 
Droga polna na granicę. 
Powinienem do granicy dojść ta drogą. Zanim doszedłem do drogi widocznej na tym zdjęciu, odbyłem długi spacer wzdłuż granicy, wśród głębokich dołów, płotów, zarośniętych gęstą roślinnością, pokrzywami oraz wśród licznych wieżyczek obserwacyjnych po niemieckiej stronie. 
Pałac w Stolcu, był już nieraz fotografowany, ja też tam byłem parę razy, ograniczę się więc do tego zdjęcia. Mnie interesowało co jest za pałacem. Dodam tylko, że stojący po prawej stronie, niewidoczny na zdjęciu słupek graniczny nie ma nic wspólnego z granicą państwa. Granica jest kilkaset
metrów za pałacem. Prawdopododobnie jest to element dekoracyjny z czasów komuny, dla wzmocnienia czujności stacjonujących tam żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza. 
Zdjęcie alei dębowej zrobione w miejscu przebiegu pierwszego pasa ochronnego granicy. Aparat skierowany w kierunku wschodnim. Aleja prowadzi prosto na tył pałacu.

Zdjęcie w tym samym miejscu w kierunku zachodnim, między drzewami słabo widoczny słupek graniczny, gdzie jest był drugi pas ochrony. 
Właściwa granica za pałacem, resztki niemieckiego płotu. Dalej nie szedłem zabrakło już czasu. Z tego co wyszukałem przebiegająca tędy przed wojną droga biegła aż do Glashutte. Na koniec cytat zdania opisującego park po stronie niemieckiej:”Po drugiej, zachodniej stronie pałacu (obecnie na terenie Niemiec) główną oś tworzy aleja lipowa będąca kanwą czterech kwater ogrodu barokowego, która następnie biegnie w kierunku dużego kompleksu lasów stoleckich, gdzie w XIX wieku powstał naturalistyczny park obejmujący okoliczne lasy, łąki i jeziora.”
Resztę zostawiam sobie na inną okazję. Było juz dosyć późno, najważniejsze, że wiem już jak dojść na tył pałacu. Jestem ciekawy, gdzie zajdę idąc niemiecką aleją lipową, będe chciał także udać się śladem dawnej wąskotorówki do Nowego Warpna. Kiedy? Nie wiem, może w przyszłym tygodniu, może w przyszłym roku. By dojść na tył pałacu, należy dojść do dawnej drogi Stolec - Pampow, zaczynającej się koło domu o numerze 2 a. Następnie na granicy wchodzimy na pierwszy od strony polskiej pas graniczny, którym ruszamy w prawo ( na północ). Ot cała filozofia. 
Rzut oka na zaczynającą się aleje przy drodze Stolec - Buk. 
Krótka wizyta nad jeziorem Stolsko...
… podzielonego w ten sposób.
Następnie jazda na Dobieszczyn i powrót przez Tanowo do domu.
Loecknitz
-
DST
70.90km
-
Czas
03:48
-
VAVG
18.66km/h
-
VMAX
38.12km/h
-
Temperatura
8.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
W pierwszą stronę pod silny wiatr.
W drodze powrotnej dodatkowo przejażdżka po dawnym pasie granicznym na północ od Blankensee.


