"Akcja znicz" w ramach pętli do Maszewa
-
DST
122.16km
-
Temperatura
8.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Cytat z dzisiejszych ogłoszeń parafialnych
„Światowy Dzień Pamięci o Ofiarach Wypadków Drogowych”. Corocznie na świecie ponad 1,2 mln ludzi traci życie w wypadkach drogowych, a miliony zostają ranne. W naszym kraju w ubiegłym roku śmierć w wypadkach drogowych poniosły 2 038 osób, blisko 4 tys. doznało obrażeń ciała, a na drogach kraju zginęło ponad 900 pieszych. To największy wskaźnik w Europie. Wspomnijmy ich dziś, zapalając symboliczny znicz w miejscu tragicznych wypadków drogowych lub na grobach ich ofiar oraz odmawiając modlitwę. Specjalne ( gratisowe p.a.) znicze znajdują się w kruchcie."
Wiedząc, że dziś będę jeździł na rowerze, zabrałem ze sobą jeden znicz, choć u nas na całodzienną wycieczkę, można by było zabrać całą paletę zniczy. 

Przy okazji zrobiłem sobie taką niewielką pętle, miało być więcej, ale wiatr był masakryczny, na otwartym terenie w pierwszą stronę z trudem przychodziło przekroczenie 10 km / h.
Mapka:
https://www.bikemap.net/pl/route/3834276-maszewo/
Wszystkie zdjęcia są z Maszewa:
Poniżej pozostałość po Domu Strzeleckim zbudowanym w 1850 roku. Informacja na tablicy:

Jedyny w swoim rodzaju pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej w Maszewie. Byłem tu kilka lat temu w lecie, tym razem sceneria nieco inna, lepsza do robienia zdjęć: 



Miasto
-
DST
12.92km
-
Temperatura
8.5°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Łoźnica - pętla w deszczu
-
DST
120.39km
-
Temperatura
9.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze



Kliniska - Załom, droga polna wzdłuż torów.
SYNKROS wymiana napędu
-
DST
0.01km
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
kaseta SRAM PG-850 - 63,76 zł
Łańcuch SRAM-850 - 42,50 zł
usługa serwisowa - 16 zł
Razem: 120, 26 zł ( po uwzględnienia tradycyjnego rabatu w okresie zimowym)
Dystans wymienianego łańcucha i napędu: 8327 km
Aktualny dystans roweru: 53176 km
Aktualny dystans w roku 2016 - 10091 km
Poprzednia wymiana przy dystansie roweru: 44869.10 km.
przy przejechanym dystansie w roku 2016 rok - 1763, 36 km
Data poprzedniej wymiany - 02 marzec 2016 rok
Koniec sezonu na grzyby, kręcenie w okolicy Rurzycy.
-
DST
83.42km
-
Temperatura
0.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze



Nadspodziewanie silny mróz , jak na listopad, zwłaszcza w Szczecinie zakończył sezon na grzyby. Nie ma znaczenia, czy coś jeszcze rośnie w lesie, czy nie, gdyż żywność zamrożona i rozmrożona i z powrotem zamrożona zwyczajnie nie nadaje się w moim przekonaniu do spożycia.
A był to sezon bardzo dobry, na pierwsze borowiki natknąłem się przypadkowo koło Chociwla już 12 czerwca, potem były kurki, maślaki i kanie, pojedyncze borowiki i pierwszy wysyp podgrzybka już w połowie lipca, co jest absolutnym rekordem. Niespotykanie dobry, w ogólnej opinii, letni wysyp grzybów został przyćmiony w sierpniu chorobą Mamy i jej śmiercią 20 sierpnia. Stąd w tym okresie bywałem raczej sporadycznie w lesie, dla przywrócenia równowagi psychicznej, nieraz na kilkadziesiąt minut, sporo zbiorów rozdawałem, bo nie było czasu ani nastroju, by cokolwiek robić z grzybami.
Po suchym i prawie całkowicie bez grzybnym wrześniu, co zdarzyło się po chyba po raz pierwszy, październik odrobił całkowicie straty. Przez większą część października, można było zebrać w lesie pełne kosze podgrzybków, co udało mi się zrobić 8 razy z rzędu. Nie zawsze było łatwo, nieraz trwało to sześć godzin, ale ostateczny efekt był i to przy całkowitym braku konkurencji. Doniesienia z regionu mówiące o braku grzybów, spowodowały, że nie szukałem jesienią grzybów poza Tanowem tj. m.in na ulubionej miejscówce koło Miękowa w Puszczy Goleniowskiej
Listopad zakończył się czterema pełnymi koszami, 1 zbiorem samych podgrzybków 5 listopada, kiedy rozpoczął się bez wątpienia największy wysyp w tym roku, który trwałby pewno do tej pory, gdyby nie mróz. Do tego 2 kosze pełne kań. Trzeci zbiór kań został zakończony mniejszym wynikiem z wyboru, a nie z konieczności. Sezon zakończył się 10 listopada, dobrym zbiorem podgrzybków i wspaniałą miejscówką na opieńki. Kolejnego dnia wybrałem się na spacer po okolicy i nie znalazłem drugiego takiego miejsca, a na miejscówce już następnego dnia osoba, która dołączyła się do mojego zbioru, wycięła wszystkie zostawione opieńki, nawet te przerośnięte i przegniłe. Życzę smacznego. Za rok więc trzeba będzie szukać kolejnej miejscówki :)
Łącznie, pomimo różnych zawirowań, w życiu osobistym zrobiłem w tym sezonie 49 słoików grzybów marynowanych, w większości dużych, w części bardzo dużych po ogórkach konserwowych, 4 duże blachy grzybów dałem w prezencie, w domu na swój czas czeka pełna półka zamrożonych kań. Szczególnie cieszy 9 słoików opieniek, oraz obietnica otrzymania pierogów domowej roboty, na Wigilie, od osoby, która drugi raz z rzędu została zaopatrzona przeze mnie w suszone grzyby, gdyż sama nie mogła wybrać się na grzybobranie. Reszta zużyta na bieżące spożycie.
Co do napotkanych dziś grzybów, podczas wycieczki po regionie, w okolicy Załomia, Rurki i Rurzycy, spotkałem dwóch grzybiarzy z niewielką ilością grzybów, dla mnie niejadalnych. Ja z roweru przyuważyłem, kilka niewielkich stanowisk przegniłej opieńki ciemnej, jedną chylącą się ku upadkowi kanie i tak samo przekrzywione muchomory. Jedyną szansę na zbieranie grzybów w tym roku daje ewentualne ocieplenie i rozpoczęcie nowego wysypu, co jest jednak chyba mało prawdopodobne. Za rok dobrze by było jakby zebrało się większą ilość borowików, opieniek, kurek i wreszcie udało się znaleźć jakieś rydze. Jak będzie w praktyce okaże się za rok. Szkoda, że nie ma bliżej ode mnie na Słowację, dokąd są organizowane wycieczki na smardze, które występują tam w dużej ilości i nie są pod ochroną. Grzyb ten rośnie już w kwietniu, a tak trzeba czekać trochę dłużej.
Przy okazji kręcenia po lasach w okolicy Rurzycy natknąłem się na poniemiecki cmentarz. Do tego rano była wizyta na cmentarzu i dworcu PKP. 



Opieńkowe szaleństwo + miasto
-
DST
66.40km
-
Temperatura
0.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazd za Tanowo, by zakończyć sezon. W lesie za Tanowem zakonserwowany wysyp, czyli same maluchy do octu, które nie zostały zebrane podczas ostatniego weekendu. Co zostawiłem 5 listopada to dziś zastałem i to dokładnie w tych samych rozmiarach Łącznie 90 podgrzybków w trzy godziny. Z racji temperatury grzyby nie rosną. W drodze powrotnej wspaniała niespodzianka, zauważyłem przewrócony dąb, na którym był dywan opieniek, na pniu, na konarze, przed i za. Zapełniłem resztę kosza oraz plecak. W trakcie wycinania przejeżdżał rowerzysta więc zaprosiłem go, by również sobie pozbierał opieńki. Zebrał dwie siatki i jeszcze sporo zostało. Jeżeli to ma być koniec sezonu, to najlepszy z możliwych. 



Dwie siatki obok, należą do napotkanego rowerzysty. Ja wkładałem same wyselekcjonowane kapelusze. 
Mój zbiór, jeżeli chodzi o opieńki mógł być dziś dwa, trzy, cztery razy większy. Podgrzybki na zdjęciu są z trawami, bo były zamrożone i ich czyszczenie było możliwe dopiero po rozmrożeniu.
Zapowiadane przymrozki, rzędu -5 stopni zredukowały szanse, by w tym roku były jeszcze dobre zbiory, no chyba, że zdarzy się jeszcze jakiś cud. Być może jeszcze pokręcę się w okolicach tego opieńkowego drzewa, owocniki nie będą i tak się pewno nadawały do zbioru, ale warto zawsze poznać miejsca, które mogą się przydać ( miejmy nadzieję) w przyszłym roku.
kaniowy Stolec
-
DST
50.83km
-
Temperatura
4.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazd z domu koło 13:00, by zrealizować zamówienie na świeże kanie. Podążyłem śladem ostatniej wycieczki, licząc, że to czego nie zbierałem w poprzednim wyjeździe jeszcze rośnie. Jak widać, co nieco jeszcze zostało, miejsca z kaniami rzucającymi się z daleka w oczy były puste, ale przydrożnych rowach kań nie brakowało. Łącznie zebrałem 18 sztuk, w założeniu kosz nie miał być pełny, bo cała półka z zamrożonymi czubajkami czeka cierpliwie na swój czas. Dlatego, zostawiłem kilka sztuk i nie dotarłem do pewnego, dosyć dobrze ukrytego zagajnika, gdzie ostatnio rosły kanie w dużych ilościach. Co do klasycznego grzybobrania, na pewno jeszcze jedno będzie, bo trzeba podsumować sezon, zapowiadane są już jutro przymrozki, więc za kilka dni może już nie być tak ciekawie jak podczas ostatniego grzybobrania. Zobaczymy, do lasu wybieram się najwcześniej we czwartek lub w piątek jak nic nie pokrzyżuje moich planów.



W niektórych miejscach największym problemem było dotarcie do rosnących grzybków, bardzo przydałaby się tu siekiera ) 
Grzybowa pętla - wysyp plus cm.
-
DST
82.00km
-
Temperatura
6.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pętla dobieszczyńska.
Część I.
Ponad 40 kań, po jednej stronie drogi na odcinku 5 km w okolicy Rzędzin. Dookoła jest mnóstwo łąk i dróg polnych, rowów, w tym dawnych rowów granicznych, myślę więc, że dało by się zebrać dużo więcej tego grzyba. Grzybów nie zbierałem, w domu jest zamrożonych kilkadziesiąt kań, a przez ostatnie dni były one codziennie w jadłospisie, więc trzeba zrobić przerwę.
Część II powrót z Dobieszczyna
Wracając do domu, po południu wpadłem na moje miejscówki podgrzybkowe. Nie miałem parcia, że muszę zebrać jakieś grzyby, bo ich poza opieńkami mi nie brakuje. Na parkingu ponad 10 samochodów, choć na swoich polach nikogo już nie widziałem. Miejsca widać, że przeorane przez mase grzybiarzy, więc zbierałem tylko resztki. Tam, gdzie akurat nikt nie przeszedł, grzyb na grzybie, grzybem poganiał, same malutkie octowe sztuki, więc nie było wyjścia, trzeba było zbierać. Octowych grzybów nigdy nie za dużo. Co najbardziej cieszy to kilkadziesiąt opieniek ciemnych.
Kanie 
Popołudniowy zbiór 
Opieńka ciemna.
Borowik
Kolejna miejscówka
czernidłaki kołpakowate
Niejadalne kopie opieńki miodowej. :



Chyba łuskowiaki nastroszone m.in bez pierścienia pod kapeluszem.
Kaniobranie Opona Land cruiser Plus
-
DST
70.90km
-
Temperatura
6.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Stan licznika roweru 52822 km
Kolejny wypad na kanie, zebranych 36 sztuk, oprócz tego rosły inne sztuki, które nie zostały zebrane z powodu zbyt małych rozmiarów. W drodze powrotnej, koło 12:00 wpadłem na 50 minut do lasu, gdzie zebrałem nieokreśloną ilość małych podgrzybków, które musiałem włożyć do reklamówki, jak na zdjęciu. Podgrzybki podarowałem w prezencie bliskiej osobie jeszcze przed powrotem do domu. Do szczęścia w tym roku brakuje tylko opieniek. Nie żeby ich nie było, koło Dobieszczyna spotkałem Pana, który miał pełen kosz tych grzybów. Próbowałem pójść w jego ślady i wyszedłem z niczym. Co ciekawe ten Pan mówił, że w tym roku jeżeli chodzi o podgrzybki, maksymalnie zebrał 12 sztuk. Ja natomiast, mam podobny problem z opieńkami i kompletnie nie wiem, gdzie ich szukać w tym roku?




cmentarz + kaniowe grzybobanie + cmentarz
-
DST
86.85km
-
Temperatura
11.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś pierwsze Święto Wszystkich Świętych bez Mamy, tak więc sprawy duchowo - religijne są na pierwszym miejscu. Na Mszy Św. z liturgią świąteczną byłem już wczoraj, dziś dzień zacząłem od wizyty na cmentarzu. Po cmentarzu i drugim śniadaniu, ruszyłem za Tanowo poszukać, przy okazji maślaków bądź kani. Były same kanie, wróciłem z pełnym bagażnikiem pięknych zdrowych kapeluszy. Rekord, jeżeli chodzi o tego wspaniałego grzyba.
Ponieważ miłość do grzybów, wyssałem z mlekiem Matki, mówiąc w przenośni, a może i dosłownie, to jest zbiór na jej cześć. Jak się ogarnę, po zmroku pojadę jeszcze raz na cmentarz, tym razem po zmroku. 




Z Jasnych Błoni zniknęły opieńki, ciekawe czy to jakiś ( odważny, biorąc pod uwagę zanieczyszczenia ) amator grzybów je zabrał, czy też służby miejskie usuwają tego groźnego pasożyta drzew, z chronionej alei platanowej ?

Wieczorem ponowna jazda w intensywnym deszczu na cmentarz, ale zdjęcia słabo wyszły. Na cmentarzu przygoda, złapałem kapcia w przednim kole, miejsce i pora mało odpowiednie na zmianę dętki. Z pomocą przyszedł klej łatający dętki w sprayu, kupiony w Loecknitz i trzymany na taką okazję. Opona jest już kompletnie zużyta, jutro trzeba się wybrać do sklepu rowerowego,. Z kolei na placu Rodła, bardzo groźnie wyglądająca stłuczka, nie wiem jak w tym miejscu samochody mogły się tak zderzyć jak na zdjęciu?


