po nowe klocki hamulcowe
-
DST
4.40km
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
klocki ham. Author ABS-3CC
przy okazji centrowanie tylnego koła.
pętla do Gramzow - wycieczka pieszo-rowerowa
-
DST
149.33km
-
Czas
08:15
-
VAVG
18.10km/h
-
VMAX
37.73km/h
-
Temperatura
23.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trasa: Szczecin – Rosówek – Tantow – Casekow – Blumberg – Zichow – Gramzow – Bertikow – Seeluebe – Dreyershof - Prenzlau – Gruenow - Baumgartem – Bruessow – Loecknitz – Szczecin
Dziś głównym celem były ruiny kościoła w Gramzow, natchnął mnie do odwiedzin, „sargath”, który wybrał się tam jakiś czas temu. W sumie dziwne, że wcześniej na to nie wpadłem, gdyż od kilku lat w moim posiadaniu jest mapa, powiatu Uckermark, którą otrzymałem na „pikniku nad Odrą”, gdzie z tyłu „jak byk”, jest pokazana ta atrakcja turystyczna. Dziś była doskonała okazja, strajk generalny „Przewozów Regionalnych”, wykluczył Polskę z planów rowerowych.
Do Casekow trasa praktycznie identyczna jak podczas ostatniej jazdy, tylko, że w odwrotnym kierunku. Na tym odcinku, moją uwagę zwrócił zerowy ruch samochodowy w porannych godzinach na odcinku z Kołbaskowa do Rosówka i dalej po stronie niemieckiej, co jest związane z remontem mostu z Mescherin do Gryfina. Normalnie rano w dzień roboczy jedzie tam jeden samochód za drugim.
Za Casekow zaczęła się jazda nieznanymi mi drogami. Do Gramzow jest zostało 18 km. Najpierw trzeba było dojechać do wioski o nazwie Blumberg. Ruszyłem więc szlakiem rowerowym, co okazało się pomyłką. Na zdjęciu droga wygląda ładnie, faktycznie im było dalej, tym było gorzej, droga była coraz bardziej piaszczysta, względnie kamienista, a jedynie co się wokół poruszało to wozy rozwożące gnojowice po okolicznych polach. Równocześnie do wioski można dojechać idealnie równą asfaltówką z minimalnym ruchem samochodowym.
Pomimo złych doświadczeń postanowiłem jechać dalej szlakiem pieszo – rowerowym. Do kolejnej wioski Zichow było około 6 km. Droga cały czas jest z płyt, raz nieco lepszych, przeważnie „dużo gorszych”, ale przynajmniej dało się jechać szybkością 10 – 12 km. Całą drogę kończy kilkusetmetrowy odcinek z bruku, który trzeba było pokonać pieszo. Trudno powiedzieć, czy dobrze zrobiłem, na pewno jazda główną drogą przez Passow byłaby bardzo nieprzyjemna, droga wąska z dużym ruchem ciężarowym i dużo dłuższa. Być może alternatywne drogi boczne mają równą nawierzchnie, być może jest odwrotnie. 
W Zichow rozpoczął się piękny asfalt, po drodze minąłem dawny wiatrak, niestety bez łopat, wkrótce znalazłem się w Gramzow. 
Gramzow. Ruiny kościoła klasztornego, którego początki sięgają 1200 roku, pierwotnie z kamienia, w XIV wieku został przebudowany, powstała budowla z cegły wypadalnej. W 1714 zniszczony przez pożar, od XIX wieku, zabezpieczany jaka trwała ruina. Do kościoła nie prowadzi, żaden drogowskaz. Droga okazała się bardzo prosta, trzeba jechać w kierunku na Prenzlau, po prawej stronie drogi znajduję się „współczesny” kościół, ruiny są za kościołem tyle, że niewidoczne. 
Przed kościołem przepiękny pomnik poświęcony poległym w latach 1864, 1866 oraz w wojnie z Francją w latach 1870 – 1871. 
Z Gramzow ruszyłem do Prenzlau, bardzo duży ruch samochodowy i ciężarowy, na szczęście na długim odcinku było pobocze. Po około 8 km, skręciłem do wsi Bertikow by stamtąd bocznymi drogami przez Seeluebe dostać się na Prenzlau. 
Seeluebe – kościół
Przez pierwsze kilometry był piękny asfalt, później droga gruntowa, coraz gorszej jakości, na samym końcu droga była z bruku. Na piechotę szedłem więc około 3 km, aż do krzyżówki z drogą Magnushof – Dreyeshof. Dalej oznaczona była jako ślepa, choć wcześniej drogowskaz pokazywał, że do Prenzlau jest 5 km . W Dreyeshof wyjechałem więc na drogę główną by przez Prenzlau i Bruessow dojechać do Loecknitz i Szczecina.
Obecnie wydaje mi się, że najlepszą opcją jazdy do Prenzlau jest zjechanie na powyżej sfotografowanym zjeździe do Bertikow i kontynuowanie jazdy drogą asfaltową do Potzlow i dalsza jazda po zachodniej stronie leżącego na południe od Prenzlau ogromnego jeziora. 
Ostatecznie do samego Prenzlau nie wjechałem, pojawił się znak, że droga do Bruessow i dalej Loecknitz jest zamknięta i strzałka w prawo wskazująca objazd. Była to droga prowadząca do Schmoelln gdzie jest zjazd autostradę Szczecin – Berlin. Droga wąska z ogromnym ruchem ciężarowym, tymczasem znak nakazujący objazd nie informował dokąd on prowadzi. Przy pierwszej nadarzającej się okazji we wsi Gruenow skręciłem na północ na lokalną drogę do Baumgartem, by tam wjechać na zamkniętą drogę Prenzlau – Loekcnitz. Pomyślałem sobie niech się dzieje co chce, jakoś się przecisnę. Był to strzał w dziesiątkę. Lokalna droga do Baumgarten okazała się być piękną asfaltową drogą, która widać na zdjęciu. W Baumgartem wjechałem na zamknięty, remontowany odcinek drogi, który jak się okazało miał tylko 600 metrów, z tego 400 m., przejechałem bez problemu rowerem. Gdybym jechał za znakami zrobiłbym niepotrzebnie ogromny objazd aż pod samą autostradę.
Teraz nastąpił bonus i nagroda, aż do samego Szczecina wiatr w plecy, równy asfalt i minimalny ruch samochodowy. Na koniec dodam, że widoczna na zdjęciu asfaltowa droga i krzywy bruk w kierunku Prenzlau na mapie oznaczony jest dokładnie w ten sam sposób.
Dzisiejsza jazda jest najlepszym przykładem, że w Niemczech nie zawsze jedzie się szybko i przyjemnie na szlakach rowerowych i przekonuje się o tym nie po raz pierwszy. Wiele szlaków jest źle oznaczonych, informacje są nieraz mylące. Dawno w Polsce nie natrafiłem na taką ilość fatalnych dróg. Nadmorska trasa z Kołobrzegu do Mielna, na którą tak narzekałem to autostrada w porównaniu do niektórych dróg, którymi dziś jechałem.
Zamek w Penkun i okolice
-
DST
119.97km
-
Czas
06:11
-
VAVG
19.40km/h
-
VMAX
35.74km/h
-
Temperatura
24.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Szczecin – Dobra – Buk – Loecknitz – Krackow – Penkun – Sommersdorf – Wartin – Luckow - Petershagen – Schoenfeld – Tantow – Rosow – Rosówek – Kołbaskowo – Smolęcin – Warzymice – Rajkowo – Szczecin
Pogoda idealna, pochmurnie, bez deszczu, bez upału. Niestety dosyć wietrznie.
Na początek jazda do Loecknitz na zakupy, w domowej lodówce pustki. Dalsza trasa, jazda rekreacyjna połączona ze zwiedzaniem. 
Borowik szlachetny przy drodze w Dobrej.
Zamek w Perkun z 1614 roku.
Pałac w Wartin
Z bliska
Casekow, węzeł szkaków turystycznych. Jednym z celów wycieczki było odnalezienie szlaku turystycznego do Gramzow, gdzie znajdują się ruiny klasztoru, przypominające nieco te z Trzęsacza. Jak widać, drogę odnalazłem, w przyszłości, trzeba będzie się po niej przejechać.
url=http://photo.bikestats.eu/zdjecie,208713,maerchenpark-w-petershagen.html]
[/url]
Przypałacowy „Maerchenpark” – „bajkowy park” w Petershagen.
W parku liczne gatunki drzew i krzewów wraz tablicami.
Poza tym po drodze mnóstwo zabytkowych kościołów.
Na koniec od Marka ze Szczecina dla Marka z Rzepina link, z filmem i zdjęciami z drugiego dnia festiwalu sztucznych ogni.
http://www.mmszczecin.pl/382795/2011/8/15/pyromagic--najlepszy-pokaz-fajerwerkow-dali-czesi-relacja-wideo-zdjecia?category=news
Za rok, festiwal odbędzie się po raz piąty, pokazy zorganizują firmy które zajmowały pierwsze miejsca.
Przy pierwszym pokazie zaczęło padać, wkrótce nastąpiło oberwanie chmury, na festiwalu spotkałem montera61, który zawsze parkuje rowerem w tym samym miejscu, wspomogłem go swoim parasolem. Gratulacje do montera za bezbłędne wytypowanie wyniku. Ja obstawiałem na Chorwacje, choć pokaz poza konkursem polskiej firmy Surex też był super (najlepsza końcówka ze wszystkich pokazów), szkoda, że nie ma filmiku w internecie, chyba deszcz przegonił wszystkich filmowców.
Dobieszczyn - granica
-
DST
59.58km
-
Czas
03:04
-
VAVG
19.43km/h
-
VMAX
27.60km/h
-
Temperatura
24.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Krótka popołudniowa przejażdżka. Wieczorem trzeba się udać na Wały Chrobrego, na drugi dzień Festiwalu Sztucznych Ogni Pyromagic 2011
odpoczynek od roweru
-
Aktywność Jazda na rowerze
nierowerowy wyjazd, najwcześniej na rowerze będe w niedziele a najprawdopodobniej w poniedziałek
Kołobrzeg - Koszalin . Międzynarodowy szlak rowerowy R-10 biegnący dookoła Bałtyku
-
DST
68.12km
-
Czas
04:08
-
VAVG
16.48km/h
-
VMAX
28.79km/h
-
Temperatura
17.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na początku informacja, działa już odnośnik do mojej lutowej wycieczki, podany jako uzupełnienie w opisie wczorajszej wycieczki.
Dziś postanowiłem przejechać odcinek międzynarodowej drogi rowerowej R-10, którą
chwalą się wszystkie lokalne samorządy. Odcinek od Świnoujścia do Kołobrzegu przejechałem w odcinkach kilka lat temu,. Dziś kolejny etap z Kołobrzegu do Koszalina.
Co można zobaczyć kierując się wyłącznie, znakami w terenie. Odpowiedź krótka, nic.
Podobnie jak poprzednie odcinki, szlak prowadzi głównie przez błotniste drogi leśne, żadnych znaków orientacyjnych, informacji czy coś jest ciekawego. Uroki ścieżki, to po prostu świadomość, że jedzie się wzdłuż wybrzeża i oddychanie morskim powietrzem.
Nad samym morzem wiatr, podchodzący pod wichurę, na szczęście wiejący w plecy. Co jakiś czas opady nieraz intensywne trwające po kilkadziesiąt sekund. 
Sztorm.
Pod Kołobrzegiem
Z Kołobrzegu do Ustronia Morskiego prowadzi ścieżka rowerowa z kostki chwilami nawet dobrej jakości. Na wysokości w Ustronia szlak rowerowy przebiega przez to coś. Tutaj powinien być zakaz jazdy rowerem a nie wyznaczony szlak rowerowy. Jak już się zorientowałem w co zjechałem było już za późno, przejechałem więc Ustronie Morskie nie wiedząc nawet jak wygląda ta miejscowość. 
Po wyjechaniu z Ustronia po kilku km wjechałem w błotnistą , drogę leśną, po wyjechaniu znalazłem się w Gąskach jak na zdjęciu. W Gąskach można zobaczyć latarnie morską. Chwilami rower trzeba było prowadzić. 
Wkrótce rozpoczął się asfalt, ponieważ szlak rowerowy skręcał w jakąś polna drogę, mając dosyć przygód postanowiłem jechać do Mielna asfaltem, tam jednak wcale nie było lepiej. 
Dzięki temu jednak minąłem pięknie zachowany pałac. 
Wobec marnej jakości asfaltu i ogromnego ruchu na drodze, skręciłem z powrotem w kierunku szlaku rowerowego i od miejscowości Chłopy jechałem aż do Mielna drogami leśnymi. Pod samym Mielnem minąłem bardzo efektowny bunkier. Same Mielno to jak dla mnie typowy moloch, nie mój klimat. 
Szybko ruszyłem w stronę Koszalina, do którego z Mielna jest piękna asfaltowa droga rowerowa.
KOSZALIN
Drugim celem było objechanie Koszalina, co mi się udało. Korzystałem z bezpłatnej mapy Koszalina i przewodnika po „Staromiejskiej Trasie Turystycznej”. Materiały te otrzymałem na Pikniku nad Odrą w Szczecinie, ale jak się potem okazało są one dostępne także na ulicy Dworcowej w Koszalinie, gdzie jest informacja turystyczna.
Złoty medal w kategorii, najbrzydszy ratusz świata, zbudowany w latach 1960 – 1962. 
Pałac Młynarza z XIX wieku. 
Zabytkowy Park im. Książąt Pomorskich założony w 1817 roku. 
„Domek kata”, kamienica z XV wieku. 
Neogotycki budynek Poczty Głównej wzniesiony w 1884 roku.
Zwiedzanych obiektów w Koszalinie było dużo, dużo więcej
Na koniec odwiedziłem tamtejszą informacje turystyczną. Dostałem tam bezpłatnie wiele nowych map:
- Mapa turystyczna – Powiat Koszaliński z opisem atrakcji turystycznych przyrodniczych i architektury
- Mapę turystyczną Związku Miast i Gmin Dorzecza Parsęty, poprzedni egzemplarz wyzionął duchu w wyniku częstego używania
- Szlaki rowerowe powiatu koszalińskiego w skali 1:55 000.
- Mapa i przewodnik po gminie Sianów
- Koszalin na dwóch kółkach. Vademecum miejskiego rowerzysty
Mogę już stwierdzić, że w powiecie jest co zobaczyć a najciekawsze rzeczy są z dala od wybrzeża i utartych szlaków turystycznych, hitem na skalę europejską jest „aleja mrówek”, dotychczas słyszałem o alejach przydrożnych drzew, ale nigdy nie o alei przydrożnych mrowisk, tworzącej rezerwat faunistyczny, chroniącej największe w Europie skupisko mrowiska mrówki ćmawej.
Po przybyciu na dworzec miałem do wyboru dwa pociągi do Szczecina, o 15.36 jadący ze Słupska przez Białogard i Stargard oraz jadący bezpośrednio z Koszalina przez Kołobrzeg pociąg o godz. 15.55. Pierwszy okazał się być przeładowany do granic możliwości, pojechałem więc tym drugim, w Szczecinie byłem o godzinie później za to jechałem w komfortowych warunkach.
Do Loecknitz, starą drogą przez zieloną granicę, miasto
-
DST
69.68km
-
Czas
04:22
-
VAVG
15.96km/h
-
VMAX
30.54km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś głównym problemem był silny wiatr, dlatego priorytetem było unikanie jazdy pod wiatr, stąd nietypowa trasa. Wiatr był południowy , gdybym pojechał do byłego przejścia w Buku, jechałbym 12 km pod wiatr. Pojechałem więc starą brukową drogą biegnącą bezpośrednio z Buku do Lubieszyna, jednak przed charakterystycznym zakrętem pojechałem prosto przez las, dawną drogą do Linken, przecinając zieloną granicę. Cały czas byłem osłonięty od wiatru.
Przed II wojną światową droga z Dobieszczyna do Buku szła dalej prosto do Linken , Grambow i Tantow.
Po wojnie całe Linken znalazło się w Polsce w tym skrzyżowanie z którego odchodzi droga na Grambow, tym samym Niemcy zostali od niej odcięci.
Dlatego w 1948 roku zmieniono tam przebieg granicy. Oto cytat z Wikipedii
„Cztery lata później dokonano regulacji granicy na wysokości skrzyżowania i drogi Linki – Neu Lienken – Buk (od ob. znaków granicznych nr 802 do nr 823). Do 1949 r. przebieg ówczesnej granicy na tym odcinku był inny. Całe skrzyżowanie w Nowych Linkach należało wówczas do Polski, po 1949 przeszło na stronę NRD, w zamian przyłączono do Polski wąski pas ziemi leżący bezpośrednio po zachodniej stronie drogi z Nowych Linek do Buku. Przebieg granicy uzyskał w ten sposób kształt wygiętego kolana. Ta regulacja wymogła na stronie polskiej wybudowanie na tym odcinku nowej drogi do Buku, która dostosowana jest do nowego kształtu granicy[13]."
Była to jedna z kilku korekt granicy, nowa granica z Niemcami pierwotnie przebiegała prostą linią od środka mostu w Gryfinie do wieży kościelnej w Ahlbeck, przez co przebieg był w rożnych miejscach absurdalny np. w Świnoujście przez kilka lat przed korektą granicy sprowadzało wodę z NRD. 
[b]Dawna droga Buk – Linken. W miejscu tym byłem już w lutym, kiedy nie było roślinności. Zdjęcia są lepsze, bo nie jeszcze liści na drzewach, lepiej widoczny jest tamtejszy NRD – owski bunkier.
Pod poniższym linkem jest moja relacja z tamtej wycieczki:
http://dornfeld.bikestats.pl/435472,Neu-Linken-zainspirowany-przez-montera61-w-poszukiwaniu-zaginionego-bunkra-granicznego.html
W Linken skręciłem na nową drogę rowerową, następnie za miejscowością Bismarck, skręciłem w polną drogę prowadząca do Kutzowersee, jest to fragment szlaku rowerowego „Stettiner Radweg”.
Powrót do Linken główną drogą, gdzie przy skrzyżowaniu skręciłem w lewo i przeszedłem ponownie przez zieloną granicę.
Dystans tam i z powrotem to 62 km.
Po powrocie wyjazd na miasto.
Niska nawet jak na mnie średnia to wypadkowa, jazdy po bruku, polnej drodze z krzywych płyt, pieszego przejścia przez zieloną granicę, silnego wiatru i jazdy po centrum w godzinach szczytu.
Grzybobranie
-
DST
47.51km
-
Temperatura
21.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Tyle co wczoraj, chyba ostatnie grzybobranie w ramach tego wyjątkowo wczesnego wysypu. Spóźniłem o jeden tydzień z grzybobraniem.
Grzybobranie
-
DST
45.06km
-
VMAX
28.09km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze

Dziś:Wczorajsze grzybki już zjedzone. Pycha. Dziś typowy wyjazd na grzyby w swoje od wielu lat miejsce. To jeszcze nie jest to, ale jak na tą porę nie można narzekać. Zebrane pogrzybki, w mniejszej ilości borowiki ciemnobrązowe, pojedyńcze borowiki sosnowe. Na moje oko do lasu trzeba było się wybrać w zeszłym tygodniu. Grzyby występują miejscowo, gdzie nikt nie przeszedł, brak wyrastających nowych owocników, co obserwuje zawsze jak jest szczyt wysypu, wychodząc z lasu. Liczę, że sprawdzą się prognozy pogody i solidnie popada w najbliższych dniach, nie musi padać na czytających ten tekst bikerów, wystarczy jak popada tam, gdzie zawsze zbieram grzyby.
W zeszłym roku: Tyle się kosiło rok temu podczas wysypu we wrześniu, można było więcej ale nie było już jak, trzeba było wzywać samochód.
pierwsze grzybki
-
DST
66.05km
-
Czas
03:18
-
VAVG
20.02km/h
-
VMAX
33.05km/h
-
Temperatura
24.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze

Wypad do Loecknitz na zakupy, zanim dojechałem krótka wizyta w lesie. Po przebraniu tyle zostało na patelni. Szkoda, że wczoraj zabrakło troche czasu, po przejezdzałem koło miejsc gdzie obrodziły już borowiki.


