Rekord życiowy
-
DST
220.78km
-
Temperatura
15.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nowy rekord życiowy. jako przeciwwaga dla ostatnich krótkich grzybnych dystansów. Cel minimum 170 km, by dobić do przebiegu 500 km w połowie miesiąca. Ostatecznie pojechałem do Dziwnówka i po raz pierwszy wracałem trasą turystyczną ( przy opcji jazda tam i z powrotem). A ponieważ byłem w formie brakujące km do okrągłej liczby 220 , nabiłem w Szczecinie. Późny wyjazd, powrót tuż przed północą. 
Jazda zastępcza, bo znów Niemcy nawalili
-
DST
43.00km
-
Temperatura
18.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
To co miałem załatwić dziś, załatwię dopiero jutro. Konkretnie chodzi o paczkę na którą czekałem. Niestety znowu nie wysłali mi powiadomienia i dopiero po interwencyjnym e-mailu dostałem potwierdzenie, że paczka jest do odebrania od 10:00. Dostałem tylko e-mail, SMS -a nie otrzymałem do tej pory, ale mniejsza z tym. Musiałem mieć pewność, bo po raz pierwszy od pół roku, może dłużej będę jechał samochodem. Szkoda by było marnować benzynę. Rowerem nie da rady, bo przesyłka waży 17 kg, oszczędność na przesyłce 20 EUR tak więc nawet po odliczeniu kosztów paliwa się opłaca. Z ww. powodu jakiś dłuższy wyjazd zostaje odłożony na co najmniej 1 dzień. Dziś wybrałem się po 21:00 ulicą Goleniowską do drogi S-3 i z powrotem. Jednym słowem, krótki wypad dla przewietrzenia czaszki.
Octowe grzybki
-
DST
43.00km
-
Temperatura
15.5°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze

Zbiór zaczął się o 13:00 (niestety nie mogłem wcześniej) stąd prawdopodobnie wartość (ok. 70 sztuk na godzinę) jest zaniżona w stosunku do porannego grzybobrania. Grzyby często ledwo widoczne na zasadzie, widzimy jednego, schylamy się i dopiero wtedy okazuję się, że właśnie minęliśmy całe "pole podgrzybkowe". . Były też takie, których nie zebrałem, bo były zbyt małe i szkoda była ciąć. Napotkani grzybiarze, (wszyscy już wychodzili lub wyszli z lasu, gdy ja dopiero jechałem ) mieli pełne kosze / wiadra. Zbiór odbył się w obrębie jednego pola, kiedy przeniosłem się na drugie, na którym zebrałem już niejeden kosz, przez godzinę znalazłem dwa grzyby, więc wróciłem z powrotem. Być może oznacza to, że wysyp jest bardziej punktowy, ale trudno to stwierdzić na podstawie jednego razu. W sumie przez 3 1/2 godziny, zebrałem 3/4 kosza. Mam nadzieje, wybrać się jeszcze do lasu, ale będzie to możliwe dopiero w przyszłym tygodniu. Ogólnie całkiem dobry sezon, ale podsumowanie przyjdzie jeszcze czas. Ponieważ niektórzy martwią się o mój żołądek, informuję zmartwionych, że dziś będzie marynowanie i suszenie :)
3 w 1, Loekcnitz, koksowanie, a przed zmrokiem grzyby
-
DST
122.12km
-
Temperatura
15.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jak w tytule, najpierw do Loecknitz w tej samej sprawie co zwykle, potem dla zdrówka jazda stroną polską do mostku w Rieth bez przekraczania granicy. Chciałem sobie tam obejrzeć budowę nowej drogi rowerowej. Później miałem wracać prosto do Szczecina, ale będąc na Tanowem nie mogłem się oprzeć, by nie zobaczyć co dzieje się na "moim polu grzybowym" Ku mojemu zdziwieniu udało się zebrać 60 maluchów, jak na niedzielę tuż przed zmrokiem całkiem nieźle. Kto wie, może to zapowiedź nowego wysypu?
Grzybki już przerobiłem i przygotowałem do konsumpcji na jutro. Takie młodziutkie smażę zawsze na maśle. Na sam koniec dodaje masła czosnkowego, własnej roboty. Wcześniej oczywiście nie można, gdyż pod wpływem temperatury czosnek gorzknieje i traci smak. Jutro po doprawieniu konsumpcja wraz z ziemniakami. 

Udane grzybobranie
-
DST
43.00km
-
Temperatura
18.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze

Udane grzybobranie © dornfeld
Wczoraj była wycieczka po topliwe, śmierdzące sery, dziś do lasu po drugi element, z których razem zamierzam przyrządzić coś pysznego.
Co do samego grzybobrania.
Pełny kosz w trzy godziny, do zbiorów na zdjęciu należy dodać 3 duże grzyby, które wyrzuciłem, by zmieścić grzyby octowe, które znalazłem na końcu, co najmniej cztery, które zgubiłem w drodze i trudną do określenia ilość grzybów, których z braku miejsca w koszu nie zebrałem. Bez względu na wielkość zebrane tylko zdrowe i twarde kapelusze. Grzyby występują punktowo z przerwami, trzeba szukać miejsc na uboczu. Rodzaj, wielkość zależna od miejsca. Dziś to wyglądało tak: 1. Miejsce po dwóch minutach pierwszy grzyb, następnie w kilkuminutowych odstępach, owocniki różnego rodzaju tj. małe i duże 2. Kolejne pole, sporo grzybów, same stare kapcie, nie nadające się do zbioru. 3. Te same pole za niewielką górką, w narożniku młode i jędrne podgrzybki 4. Idąc wzdłuż drogi, na mchach przeważnie ładne podgrzybki 5. Mając już pełny kosz miejscówka duża ilość octowych grzybów, brak dużych owocników 6. Kawałek dalej idąc już do wyjścia nie było nic. Zbiory innych bardzo zróżnicowane, od ilości bliskich zeru do pełnych wiader. By coś zebrać trzeba zapuścić się daleko od uczęszczanych miejsc, ja od razu wjeżdżam 2 km w głąb lasu na sprawdzone miejscówki, stąd zbiór raczej powyżej średniej. Moim zdaniem jest duża szansa na wysyp w przyszłym tygodniu. Przesłanki to: 1. Jest bardzo mokro 2. Jest bardzo ciepło w dzień temp. dochodzi do 20 stopni, w nocy powyżej 10. 3. Miejscowo pojawiają się młode grzyby. 4. Rok temu dokładnie w tym samym czasie był drugi wysyp.
Loecknitz po zmroku
-
DST
68.27km
-
Temperatura
19.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po drodze trochę padało, za to bardzo ciepło i bezwietrznie.
Czachów
-
DST
116.00km
-
Temperatura
20.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wycieczka planowana od dawna. Jeżeli chodzi o Pomorze Zachodnie, nie znam większej atrakcji. Kiedyś, gdy mnie bawiło zwiedzanie wielkich miast w Europie zachodniej, widziałem światowej klasy kościoły, galerie, ale nic się nie równa z dzisiejszą wyprawą. . Mam na myśli Czachów, gdzie w kościele znajdują się niespotykane w formie malowidła z XIV wieku. Wszystko powstało w czasie, gdy głównym celem życia było przygotowanie się na śmierć i uniknięcie piekła. . Połowa XIV wieku była czasem gdzie na Europę spadła największa w historii "wielka zaraza" , w której widziano karę za grzechy, a nawet koniec świata, a w dziesiątkowanych miastach krążyły sekty biczowników.
W tym czasie w maleńkim kościółku powstały niesamowite malowidła, w których temat wiary, postać szatana potraktowano w sposób zabawny. Dodatkowo na ścianach wymalowano elementy typowo świeckie oraz takie, których znaczenie jest nieznane.
Podczas mojej wizyty spotkałem się z niezwykle miłym przyjęciem, ze strony księdza, pani kustosz i wiernych, którzy przyszli na Mszę Św. Było dużo rozmów, pytań i opowiadań z obu stron, była wizyta na wieży kościelnej, oglądanie organów, także niesamowitych, ale o tym poniżej. A potem super, pogoda, wiatr w plecy i urozmaicona droga z licznymi podjazdami z zjazdami.
Malowidła w Czachowie
Diabeł w Czachowie © dornfeld Wskazówka: należy szukać za obrazem przedstawiającym Jana Pawła II.

Dziewczynka. © dornfeld
Turniej rycerski © dornfeld
Orzeł © dornfeld
Rycerz, a może dziecko bawiące się w wojnę ? © dornfeld
Za obrazem głowa przybysza z obcej galaktyki © dornfeld
Kolejny przybysz z kosmosu z sarenką? © dornfeld
To już bardziej przypomina człowieka. © dornfeld
Znowu coś dziwnego. © dornfeld
M.in człowiek z rogami i inne tajemne rysunki. © dornfeld
Kolejny orzeł i tajemne krzyże. © dornfeld
Bez komentarza. © dornfeld
Tajemny znak. © dornfeld
Kolejny portret. © dornfeld
Są też takie rysunki. © dornfeld
Zasłonięty rysunek © dornfeld
Takich rysunków, dziwnych namalowanych kresek i i innych dziwnych znaków jest znacznie więcej © dornfeld
Na zakończenie wątku wybranych malowideł © dornfeld
Chrzcielnica. © dornfeld
Kolejna rewelacja, organy kościelne z XVIII wieku. Ale dla mnie nie same organy są najciekawsze. Ale bazgroły zostawione na przełomie XIX i XX wieku © dornfeld Dowód, że dzieci są zawsze takie same i jak babcia czy dziadek, mówi wam za moich czasów dzieci były inne, to wciska wam kit. 
Tak się bawiły niemieckie dzieci 100 lat temu. © dornfeld
Klawisze. © dornfeld
Zapomniałem zrobić ujęcie z dołu. © dornfeld
Dyskusja przed kościołem i drugi rowerzysta, który jechał ze mną pociągiem ze Szczecina do Chojny. © dornfeld
Ujęcie z drugiej strony. © dornfeld
Okazja do zwiedzania jest przed Mszą Św. w niedzielę o godzinie 12:00.
POZOSTAŁE: 
Chojna - początek trasy. © dornfeld
Zamurowany kościół w Mętnie Małym. © dornfeld
Lubiechów Górny. © dornfeld
Wielkość jest przytłaczająca. © dornfeld
Wejście z szachownicą po lewej stronie. © dornfeld
Krzyże ku czci poległych w I wojnie światowej © dornfeld
Jeszcze raz Lubiechów Górny © dornfeld
Dalej przez Puszczę Piaskową, tu już końcówka zjazd z Krajnika Górnego do Dolnego © dornfeld
Pierwszy raz z Krajnika drogą 122. © dornfeld
Fajnie się jechało. © dornfeld
Jeszcze rzut oka na Ognicę. © dornfeld
Dalej prosto do Szczecina. Późnej były już złe warunki do robienia zdjęć. Z Gryfina tranzytem przez Niemcy. Zostało odkrytych sporo nowych dróg czekających na przejechanie. © dornfeld
Trasa: Chojna - Łukowice - Czachów - Lubiechów Górny - Lubiechów Dolny - Piasek - Krajnik Dolny - Ognica - Gryfino - Pargowo - Moczyły - Kołbaskowo - Szczecin
http://www.bikemap.net/pl/route/2812484-czachow/#/...
( trasa na mapie jeżeli chodzi o Szczecin wytyczona "tak na oko" bez dbania o poszczególne ulice, do tego trzeba dodać dojazd na dworzec PKP w pierwszą stronę i jazdę po wioskach celem ich zwiedzania)
Loecknitz
-
DST
69.00km
-
Temperatura
14.2°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po to co zawsze, plus zakupy. Tam pod silny wiatr, dodatkowo przelotny deszcz.
Poniżej podana temperatura w chwili powrotu. Temp. max. 18 stopni.
Grzybki na kolacje
-
DST
43.00km
-
Temperatura
18.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
66 dużych, zdrowych grzybów z twardymi kapeluszami ( podgrzybki i borowiki ciemnobrązowe plus napotkana jedna kurka). Tylko takie zbierałem, dużo było takich nie nadających się do zbioru. Na moim miejscu nic, trzeba zejść z uczęszczanych szlaków by coś nazbierać. Nie ulega wątpliwości, że jak się natrafi na miejsce zbiór ciągle może być bardzo udany, o czym świadczy inny "grzybny rowerzysta", który minął mnie na ścieżce rowerowej Pilchowo - Tanowo, z tyłu miał pełen wiklinowy kosz z przodu pełny kosz rowerowy. Równie jednak dobrze, można wyjść z niczym jak się trafi na miejsca wcześniej wyzbierane. Zbiór trwał od 15:20 do 17:40. W chwili powrotu 12 stopni. 
W lesie trochę zgłodniałem, ale specjalnie wracałem na głodnego by lepiej smakowało Dlatego po powrocie od razu część zbioru zużyłem na kolacje. Zrobiłem to co najszybsze. Troszkę , oleju, jajka, do smaku sól, Vegeta, szczypta Maggi, pieprz, chrupiąca bagietka i masło. Z reszty jutro przygotuje coś bardziej wyszukanego, ale decyzji jeszcze nie podjąłem.
Szlak zwiniętych torów koło Karlina - część II
-
DST
175.04km
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dla przypomnienia część pierwsza była 20 maja tego roku:
http://dornfeld.bikestats.pl/1147636,Szlak-zwiniet...
Mapa: tak mniej więcej:
http://www.bikemap.net/pl/route/2803986-kolobrzeg/... Do tego trzeba dodać powrót z Dąbia, jak w opisie.
Pierwotnie zakładałem, że będę jechał z Karlina do Szczecina. Niestety, jakoś nie mogłem spać więc postanowiłem nie czekać na pociąg, tylko jechać w odwrotną stronę. O 4 rano byłem już na rowerze. Nie było więc tyle nowych rzeczy, co zakładałem, za to zaliczyłem trochę miejscowości leżących na uboczu m.in odcinek szlaku rowerowego z Gościna do Wartkowa i wieś Karkowo oraz piękny pałac w Ramlewie, którego jedyną wadą jest położenie przy krajowej drodze nr 6. Ułożyłem już w głowie trasę, która pozwoli przejechać brakujący odcinek z Karlina do Gościna i dalej kontynuować jazdę w kierunku Szczecina, przez nie odwiedzone jeszcze przeze mnie wsie.
Przebieg trasy: Szczecin - Kliniska - Goleniów - krajowa droga nr 6 do Skrzydłowa, droga rowerowa do Rymania, krajowa droga nr 6 do Ramlewa, Ramlewo - Robuń - Wartkowo - droga rowerowa do Kołobrzegu. Generalnie pierwsze 100 km do "koksowanie" , pozostałe to rekreacja. Powrót pociągiem, wysiadłem w Dąbiu, by wykręcić jeszcze kilka km.
Kilka zdjęć z nowych miejsc: 
Ramlewo - pałac z drugiej połowy XIX wieku © dornfeld
Ramlewo. Kościół filialny p.w. św. Stanisława z 1879 r., neogotycki © dornfeld
Droga Robuń - Wartkowo. Ze wsi Robuń wychodzą drogi aż w czterech kierunkach, wszystkie w ładnym stanie i puste © dornfeld
Z Wartkowa pojechałem na Dargocice, by dostać się na nieprzejechany jeszcze przeze mnie odcinek, drogi rowerowej na byłej wąskotorówce. Jak widać, minąłem dwie atrakcje © dornfeld
Po drodze zjechałem do Karkowa, by zobaczyć pałac z 1901 roku. Niestety, przed pałacem stały jakieś skrzynki, przy których jeździły wozy przeładunkowe, stąd na zdjęciu niewiele widać © dornfeld
Węzeł szlaków rowerowych w Gościnie, jak widać ścieżki się nie połączone, mam. Ma to się zmienić wraz z końcem budowy obwodnicy. © dornfeld
Dalszy odcinek do drogi 102 już został przejechany, trasa do Karlina, czeka na odkrycie. 
Nowy, przynajmniej dla mnie, odcinek trasy rowerowej do Zieleniewa. Kostka, ale idealnie dopasowana, jedzie się jak po asfalcie © dornfeld
Wjazd do miasta © dornfeld
Po raz pierwszy wjazd do miasta nową obwodnicą. Zwłaszcza w drugiej części, świetna jak ma się nadmiar czasu, biegnie raz po jednej stronie, raz po drugiej. © dornfeld


