nieplanowane zamknięcie drogi Buk - Stolec
-
DST
58.00km
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wbrew planom, nie udało się wczoraj wyrwać, dziś także nie zrobiłem za dużo kilometrów. Kilka godzin wolnego i standardowa pętla do Dobieszczyna. Z tego powodu nie brałem aparatu, a szkoda, bo byłem świadkiem niecodziennego wydarzenia i to groźnego dla życia nie tylko mojego.
Najprawdopodobniej niewiele minut przed moim przejazdem na szosę Buk – Stolec – zwalił się stary dąb. Zadzwoniłem do straży, tuż przede mną przyjęli inne zgłoszenie. Zawalidroga leżała tuż przed Stolcem, kierowcy jadący to wioski, mieli ładny nieplanowany objazd. Wiatr rzędu 20 km w porywach do 50 km na godzinę na pewno nie jest tu wytłumaczeniem. Przekrój pnia doskonale pokazywał stan zdrowotny drzewa, ale nie trzeba być specjalistą by widzieć, że znaczna część drzew na tej szosie, kwalifikuje się do wycinki, zresztą kilka drzew w okolicy jest już całkowicie obumarłych. Nie pisze tego z satysfakcją, gdyż każdy kto czyta mojego bloga zauważył, że jestem miłośnikiem starych drzew i alei, a w niejednym wypadku angażowałem się osobiście w próby zastopowania nieuzasadnionych wycinek. Pomijając idiotyczne próby wycinki zdrowych drzew, czasami na szczęście nieudanych jak w przypadku alei z Wolina do Unina, znaczna część drzew zwłaszcza tych krótkowiecznych będzie powoli usychać.
Trudno mieć pretensje o wycinkę drzew np. z Kamienia Pomorskiego do Wrzosowa, gdzie faktycznie poszerzono drogę, czy przy drodze do Golczewa, gdzie wiele drzew było w takim stanie, że nie było pod nimi nawet cienia. Jednak w wielu wypadkach sytuacja jest chora, wycina się zdrowe zabytkowe aleje, z drugiej strony pozwala się by stały przy drogach obumarłe drzewa. No cóż drewno z uschniętych drzew nie jest w cenie, a nowych nie ma co sadzić skoro sadzący nie będą mieli okazji ich ściąć. Na szczęście nasi poprzednicy nie wychodzili z takiego założenia.
Nie to jest więc najstraszniejsze, że się drzewa wycina (gdy jest to uzasadnione !), tylko to, że się nie sadzi nowych, względnie pozwala się im uschnąć z braku wody i pielęgnacji.
Bez nowych nasadzeń nie trzeba ludzi z piłami by z krajobrazu piękne aleje, to tylko kwestia czasu.
Kilkanaście lat temu, czekając przed godziną 6.00 na otwarcie bramki przy przejściu w Buku byłem świadkiem jak przejeżdżał beczkowóz z którego podlewano nowo posadzone drzewka. Dziś widać jaki jest tego efekt, wszystkie drzewa pięknie się przyjęły. Jak jest u nas każdy widzi.
Ucieczka przed EURO
-
DST
36.18km
-
Temperatura
14.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazd poza miasto równo 0 20.45, powrót parę minut po zakończeniu meczu. Przedtem krótkie zerknięcie na strefę kibica i piękny widok, kilkanaście osób stoi obok policjantów na ozdobnej roślinności w ciągu "alei fontann",czyli wyrażanie patriotyzmu poprzez niszczenie wspólnego mienia. Przy okazji przetestowałem na sobie jak zbiorowość potrafi wyłączać w człowieku myślenie, wystarczyło wyjechać do lasu by nabrać do tego wszystkiego właściwego dystansu i naocznie przekonać się, że świat idzie swoim rytmem, słońce zachodzi jak co dzień i gdzieś tam daleko odbywa się mecz a nie wojna Polsko - rosyjska, co próbują nam wmówić media. O dziwo w lasku arkońskim sporo ludzi z psami, na spacerach, byli rowerzyści, biegacze. Mecz obejrzę sobie na spokojnie jutro, a sam wynik bardzo dobry. Gratulacja dla naszej drużyny. W lesie zrobiło się trochę mokro i bardzo dobrze, ubocznym efektem jest zapiaszczony rower, więc trzeba będzie go wyczyścić na kolejny mecz :)
Pałac w Małkocinie - pętla
-
DST
127.90km
-
Temperatura
25.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
/index2#lat=53.43644&lng=14.56255&zoom=14&type=6
Trasa: Szczecin, Załom, Kliniska, Strumiany, Sowno, Żarowo, Lubowo, Rogowo, Poczernin, droga 142, Warchlinko, Małkocin, Storkówko, Łęczyca, Maszewo, Darż, Zagórce, Tarnowiec, Tarnówko, Stawno, Kliniska, Szczecin. 
Zdjęcie dnia. Pałac w Małkocinie, jeden z dwóch głównych celów wycieczki.
Zaczęło się od chęci pojechania do Maszewa by zobaczyć wyjątkowy pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej, którego nie widziałem, mimo że jeździłem tam dziesiątki razy. Ponieważ stoi on na obrzeżach miasta, przy czym nie wiedziałem dokładnie, gdzie, zawsze sobie mówiłem, że jeszcze zdążę go odwiedzić. Jak już postanowiłem, gdzie jadę, zacząłem układać trasę. Tak ułożyłem sobie dzisiejszą wycieczkę.
Zwiedzanie zaczęło się od Sowna, po jeździe pustymi drogami przez Kliniskę i Strumiany. 
Sowno. Pierwszy postój na rozdrożu dróg z pomnikiem ku czci poległych w I wojnie światowej. 
Kościół św. Marii Magdaleny w Sownie – wybudowany w 1889 roku, z zewnątrz się niczym nie wyróżnia natomiast w środku znajduję się unikat na skalę europejską – co najmniej jeden oraz kilka bardzo cennych detali architektonicznych, starszych od samego kościoła.
Nr 1 . Płyta nagrobna Mikołaja Hinza zmarłego w 1599 roku błazna księcia Jana Fryderyka, którego śmierć na pewno nie była zwyczajna. Błazen zmarł w wyniku żartu swego pana, który zainscenizował egzekucje błazna, który nie wiedział, że zamiast topora zostanie użyta kiełbasa (sic!). W wyniku emocji błazen zmarł.
.Płyta przedstawia bogato odzianego Mikołaja Hinze trzymającego w prawej ręce przedmiot interpretowany najczęściej jako laska kiełbasy. U stóp błazna leży przewrócony kufel. W prawym narożniku umieszczono na kartuszu litery "C.F." będące inicjałami twórcy płyty. Kamienną płytę okala łaciński napis: "Oto głowa Hinziusa ręką żartobliwą w sposób niezwykły życia pozbawiona
Skojarzyło mi się z inną historią z zachodniopomorskiego. W XV wieku przyjął się w Baniach obyczaj odgrywania scen z misterium Męki Pańskiej, ostatni raz miało to miejsce w 1498 roku. Przez zbieg okoliczności aktor, który odgrywał krzyżowanego Chrystusa trwał w zatargu z aktorem grającym legionistę Longinusa. Legionista korzystając z odgrywanej sceny przebił włócznią unieruchomionego przeciwnika raniąc go śmiertelnie. Aktorstwo bywa niebezpieczne.
Nr 2. Zabytkowy ołtarz z XVI wieku wypełniony ponad 100 drewnianymi figurami.
Nr 3. Ozdobna XVI wieczna ambona wykonana w XVI wieku przez Hansa Peissera.
Całość robi niezwykłe wrażenie (udało się mi zwiedzić wnętrze). Galerie zdjęć można zobaczyć pod tym linkem:
http://www.westernpomerania.com.pl/?art_id=346
Biblioteka w Sownie, po drugiej stronie drogi można zobaczyć koło młyńskie z 1854 roku. 

Po minięciu Smogolic z kolejnym zabytkowym kościołem znalazłem się w Żarowie. We wsi co nietrudno zgadnąć kolejny kościół z zabytkową bramką, pomnik upamiętniający poległych w I wojnie światowej oraz chyba najciekawszy most kolei wąskotorowej z 1895 roku.
Z Żarowa można skręcić w kierunku Grzędzic, gdzie można zobaczyć unikatowe, najstarsze polichromie na całym Pomorzu Zachodnim. Dziś postanowiłem jechac w druga stronę. Po przeciwnej stronie jest Lubowo z murowanym współczesnym kościołem z dużo ciekawszą drewnianą wieżą z XVIII wieku. 
2 km dalej w Rogowie, w północnej części wsi, podobno warto skręcić do parku po prawej stronie, gdzie znajduję się duży głaz z wyrytymi nazwiskami poległych w I wojnie światowej. Pisze podobno, bo nie szukałem park być cały zarośnięty, przez przypadek znalazłem się na dawnym cmentarzu, z zachowanymi trzema krzyżami żeliwnymi. 
Jadąc dalej znalazłem się w Poczerninie, gdzie jak można się już domyślać stoi kolejny zabytkowy kościół. Mnie jednak bardziej się spodobały niektóre zwyczajne domy. Zwykłe, ale jakie piękne. 
Jadąc dalej dwukrotnie przeciąłem chociwelkę, by zwiecić Małkocin, przede wszystkim przepiękny pałac z XIX wieku, rodziny von Loeper. Pałac jest własnością Uniwersytetu Szczecińskiego, obok piękny park robiący nie mniejsze wrażenie. Cały teren otwarty, do pałacu przylega piękny park ze starodrzewem, sztucznymi oczkami wodnymi, alejami, ławkami itd.
We wsi kościół odbudowany w 1854 roku po po pożarze w XVI wieku, czyli zajęło to jakieś 300 lat. W środku zachowały się dwa zabytkowe witraże, ponadto dzwon z 1594 roku oraz XIX wieczna chrzcielnica w stylu gotyckim Na cmentarzu przy kościele warto zobaczyć obelisk z czarnego granitu poświęcony poległym w I wojnie światowej. 
Jako ostatnią atrakcję trzeba wymienić stojący przy drodze do Warchlina murowany gołębnik z XIX wieku. 
Stąd ruszyłem w kierunku Maszewa by zobaczyć jeden obiekt – pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej, największy i najbardziej oryginalny jaki znam. Po drodze w Storkówku urzekła mnie aleja kasztanowa idąca wzdłuż drogi polnej do …. 
W Storkówku przypomniały się tam dawne czasy. Kawałek dalej zjechałem na chociwelkę, następnie koło Łęczycy na drogę nr 106 i prosto Maszewo zobaczyć pomnik z czasów I wojny światowej. 

Maszewo. Na wyjątkowość pomnika składają się następujące elementy:
- lokalizacja na przedmieściach miasta a nie jak to zazwyczaj bywało na cmentarzu lub centralnym punkcie miejscowości
- brak tablic z nazwiskami poległych
- ogromne rozmiary
Pomnik został wybudowany w 1926 roku, po wojnie popadł w runę, odremontowany w 1993 roku.
Stojąc kilkaset metrów od pomnika zapytałem się mieszkańca o dokładną jego lokalizację, o takim pomniku nic nie wiedział, ale za to stwierdził, że w parku jest grobowiec poległego rycerza. Znajomość lokalnej historii jest u niektórych powalająca. 
Wokół pomnika jest park, jezioro, ławki , dobre miejsce na odpoczynek. Spotkałem tam jednego rowerzystę i zgadało się, że tuż obok zaczyna się droga polna do Darża , pozwalająca w drodze do Szczecina ominąć ruchliwą drogę nr 106. Należy jechać do końca ulicy Karola Świerczewskiego, potem na rozstaju dróg skręcić w lewo. Jeżeli okaże się, że droga polna z Dąbrowca do Warchlina jest przejedna dla rowerów, być może ułożę ładną trasę z Maszewa do Stargardu z pominięciem wszystkich ruchliwych dróg. 
Chcąc jechać w druga stronę z po minięciu Darża należy skręcić w tym miejscu. 
Dalej aż do Zagórca jechałem ta samą drogą co dwa dni temu. Pod koniec wioski moją uwagę zwróciło ukryte gospodarstwo, całkiem zwykłę, ale tak położone, że można by było tu kręcić film z XIX wieczną fabułą 
Tuż obok skręciłem w żużlową, potem piaszczystą i znowu utwardzoną drogę polną z Zagórca do Tarnowca. 
W Tarnówku powrót na standardową drogę do Klinisk, gdzie zrobiłem ostatni zjazd by zobaczyć lipę św. Anny liczącą 600 lat, najstarsze drzewo puszczy goleniowskiej. Teraz zostało tylko przejście przez drogę ekspresową nr 3, zastanawiałem się ile będę czekał na przejście przez drugi pas w kierunku Szczecina z powodu pory powrotów znad morza, a tutaj niepodzianka, pierwszy kierowca z polskimi flagami zatrzymał się i mnie przepuścił, na drogach ekspresowych nawet Niemcy się nie zatrzymują. Po tym optymistycznym akcencie ruszyłem prosto do domu.
Cieszyno - Runowo - Ińsko - Szczecin
-
DST
154.50km
-
Temperatura
20.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
#lat=53.480221281319&lng=15.101405&zoom=9&maptype=ts_terrain
Trasa: Cieszyno – Trzebawie – Runowo – Wegorzyno – Storkowo – Studnica – Ińsko – Długie – Chociwel – Wieleń Pomorski – Bród – Chociwel – Maszewo – Darż – Tarnowo – Kliniska – Szczecin 
Zdjęcie dnia, przy zjeżdzie z drogi nr 20 w kierunku Wielenia Pomorskiego. 
Piewrotnie planowałem wysiąść w Runowie Pomorskim, podczas studiowania mapy zadecydowałem, że wysiadka będzie stację wcześniej tj. w Cieszynie. Na zdjęciu tamtejszy kościół z 1740 roku. Brak przygotowania spowodował, że dopiero teraz dowiedziałem się, że pominąłem dwa tamtejsze poniemieckie cmentarze: przykościelny oraz w rodziny w pobliskim lesie. 
Trzebawie. Kolejna miejscowość i kolejny zabytkowy kościół z drugiej połowy XVIII wieku. 
Ta zaznaczona na mapie aleja była powodem wcześniejszej wysiadki. Naszczęście w całym regionie ich nie brakuje i zwłaszcza na bocznych drogach wydają się być niezagrożone. 
Chwarstno – kościół z XVI wieku, na uwagę zasługuję wieża szkieletowa z orginalnymi deskami z XVIII wieku. Kolejne miescowości: Runowo oraz Runowo Pomorskie odwiedziłem już kilka razy. Nie będe ich opisywał warto tam zobaczyć młyn oraz oryginalną wieżę ciśnień na stacji kolejowej. 
Aleja brzozowa przy drodze do Runowa. 
Po minięciu Węgorzyna udałem się w kierunku Ińska, wyremontowaną asfaltową drogą. Zjechałem z niej w Storkowie, by odwiedzić lapidarium, złożone z trzech rzędów żeliwnych krzyży oraz czwartego rzędu nagrobków kamiennych. We wsi pałac z 1850 roku ,ale skutecznie zasłonięty przez drzewa. 
Rozpoczął się długi objazd malowniczymi i całkowice pustymi drogami. Na zdjęciu Studnica. 
Obok jest piękne dzikie śródleśne jezioro. 
Lapidarium w Studnicy. 

Ostatnia wieś przed Ińskiem to Gronówko, gdzie pojechałem zobaczyć trzy ogromne lipy, dwie rosną tuż obok siebie i jedna nieco dalej. Trudno jest uchwycić ogrom, drzew, niezwykle bujnych i zdrowych zważywszy na wiek. Drugie zdjęcie pokazuje wysokość na tle domu. 
W Ińsku postój nad jeziorem I klasy czystości, wyjeżdżając spotkałem grupę z Rowerowego Szczecina. 


Z Ińska pojechałem do Chociwla objazdem przez Linówko. Warto tam zobaczyć: zabytkowy kościół, lapidarium i dwór. 
W Kamiennym Moście, warto zobaczyć pałac von Wedlów z początku XVIII wieku. W pobliskim lesie ukryte 2 pomniki ku czci poległych w I wojnie światowej, które koniecznie trzeba zobaczyć. Zostały one „zaliczone” podczas ostatniej wizyty. Na pomnikach napisy z cytatami ze Starego Testamentu, które udało mi się rozszyfrować. Konieczna długa odzież, ze względu na komary i chaszcze.
Zainteresowanych pomnikami polecam relacje shrinka
http://shrink.bikestats.pl/459914,Inska-Wstega.html
,który był tam przede mną w kwietniu przed okresem wegetacji roślin. W komentarzach tego wpisu znajduje się rozszyfrowanie treści tamtejszych napisów. 
W Chociwlu byłem tylko przejazdem, któryś raz z rzędu, zrobiłem więc tylko zdjęcie temu niepozornemu pałacykowi, który wpadł mi w oko pierwszy raz. 
Następne zrobiłem pętle przez Wieleń Pomorski, gdzie znajduję się zniszczony poniemiecki cmentarz oraz Bród,gdzie jest pałac z początku XIX wieku. Niestety trudno zrobić zdjęcie, z powodu drzew. b]W tym miejscu zgodnie z planem zakończyłem zwiedzanie[/b], oczywiście nie dlatego, że nie ma tam co zobaczyć. Od tego miejsca z małym wyjątkiem jechałem znajomymi drogami. 
Znany był mi był także pałac w Karkowie, przy którym zatrzymałem się z powodu nowo postawionego płotu z desek. Czyżby zapowiedź remontu? Po drugiej strony na współczesnym cmentarzu, niewielkie lapidarium, którego dziś nieodwiedzałem. 
O Maszewo tylko się otarłem bez wjeżdzania do centrum robiąc postój na Orlenie celem uzupełnienia zapasów. 
Do Tarnówka pojechałem inną trasą niż dotychczas, przez co po raz pierwszy jechałem przez dwie wsie. Pierwsza to Darż. 
Druga to Rożnowo Nowogardzkie z kościołem z XV wieku, częsciowo przebudowanym po pożarze w 1797 roku.
Nowa Jasienica
-
DST
55.98km
-
Temperatura
17.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wieczorna jazda bez niespodzianek w okolicach Szczecina. Planowałem coś większego, ale pod wpływem prognoz zrezygnowałem ze wstawania o świcie. Potem było już za późno.
Szczecin - Eberswalde - nocą
-
DST
105.04km
-
Temperatura
5.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze

Eberswalde - kolejowe parkingi rowerowe. Jak się zgodzi wlaściciel zdjęć, za jakiś czas wstawie wspólne fotki zrobione na granicy.
Warunki pogodowe: wiatr zachodni o sile 4 – 5 m/s, tym samym jechało się pod wiatr, lub miało się wiatr boczny. Temperatura minimalna 5 stopni, jak dla mnie dużo lepsza niż w ostatnim roku, gdzie w ciągu dnia było w Berlinie 35 stopni w cieniu.
Trasa: przez Rosówek i dalej niemiecka droga krajową B2.
Opis. Wyjazd spontaniczny i to bardzo, związany ze „Sternfahrtem”
( http://www.bikestats.pl/wydarzenia/Sternfahrt-2012-Berlin_1412.html ), choć ostatecznie dojechałem tylko na miejsce zbiórki.
Jeszcze o 23. 00 miałem w planach zostanie w domu, ale potem mnie wzięło, jak to tyle osób jedzie sobie nocą a ja mam zostać w domu. Spakowałem parę rzeczy i postanowiłem, że jadę, choć od początku nie miałem przekonania, że dojadę do samego Berlina. Około godziny 0:20 zjawiłem się na placu Lotników, bez żadnych zapasów, akurat w chwili, gdy cała grupa ruszała w trasę. Zdążyłem tylko powiedzieć by na mnie nie czekali, gdyż muszę najpierw nabyć prowiant. Nie liczyłem, że ich dogonię. W Przecławiu przechodzień poinformował mnie, że grupa rowerowa jechała jakieś 10 minut temu.
Ku mojemu zdziwieniu grupę dogoniłem na granicy. Był jeszcze czas na postój zdjęcia. Następnie rozpoczęło się długie czekanie, z powodu jakieś usterki roweru jednego z uczestników. Po skompletowaniu uczestników, gdy grupa miała już jechać, okazało się, że ktoś złapał kapcia, być może w trawie podczas robienia wspólnego zdjęcia.
Ponieważ nie zapisywałem się na wspólną jazdę, uznałem, że regulamin jazdy nakreślony przez Yogiego, mnie nie obowiązuję i ruszyłem w drogę, nie chcąc dalej marznąć, w przekonaniu, że i tak mnie wkrótce wyprzedzą. Grupa mnie nie dogoniła, a ja o 6.00 rano byłem w Eberswalde, dwie godziny przed czasem. Nie za bardzo chciało mi się czekać te dwie godziny, a akurat jechał pociąg w kierunku Angermuende, więc wsiadłem i pojechałem i wysłałem SMS-a do Montera, że jestem cały zdrowy. Niestety nie miałem rozkładu i w Angermuende utknąłem na dwie godziny, gdyż skomunikowany pociąg do Szczecina nie jeździ w niedzielę. W domu byłem więc po 10.00.
Zważywszy na okoliczności, wyszło najlepiej jak mogło, zrobiłem sobie od bardzo dawna nocną jazdę w pięknych okolicznościach przyrody, jadąc pod starymi alejami drzew, oświetlonymi przez księżyc w pełni. Z drugiej choć jechałem sam, miałem świadomość, że za mną jedzie mocne ubezpieczenie kilkunastu rowerzystów. Wycieczka była na tyle długa by poczuć klimat nocnej jazdy i na tyle krótka by nie odczuwać mocnego zmęczenia z powodu braku snu.
Plusem jest też sprawdzenie dokładnego czasu przejazdu (zarówno rok jak i dwa lata temu, do Berlina jechałem wcześniej), na przyszłość jeżeli zdecyduje się na jazdę ze Szczecina, wiem, że spokojnie można wyruszyć o 02:00 – 02:30. Zresztą nawet w przypadku spóźnienia nie ma tragedii, zważywszy, że peleton jedzie ze średnią prędkością 12 km na godzinę (wliczając w to postoje).
Na „Sternfahrcie” byłem już dwa razy więc, nie mam wyrzutów sumienia, że tym razem nie pojeździłem sobie po mieście. Żałuje tylko, ze nie wiedziałem, że utknę na dwie godziny w Angermuende, zamiast czekać mogłem pojechać jeszcze do Bernau i przejechać jeszcze 30 km.
Następny Sternfahrt 2 czerwca 2013 roku.
Sternfahrt 2012
-
Temperatura
13.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jechać czy nie jechać? Oto jest pytanie. Narazie dla celów statystycznych zapisuje temperaturę, 13 stopni, a jest najcieplejszy punkt dnia. W sumie napewno dużo przyjemniejsza niż rok temu, kiedy było 35 stopni w cieniu, wg. informacji z lokalnej telewizji.
Święto Cykliczne plus krótka jazda do miasta.
-
DST
34.59km
-
Temperatura
21.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Punkt startowy Głębokie.
Łobez - Szczecin (zwiedzanie)
-
DST
126.61km
-
Temperatura
19.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś trzecia, o ile dobrze liczę, wycieczka po powiecie łobeskim,które jest kopalnią wszelkiego rodzaju zabytków. Podróż z mapa 1: 75:000, Powiat łobeski, zdobyta w poprzednich latach na Pikniku nad Odrą. W drugiej części runda na południe od Nowogardu.
Pogoda idealna pod każdym względem.
Poprzednie rundy odbyły się w kwietniu 2011 roku:
http://dornfeld.bikestats.pl/464150,Gmina-Lobez-palace-grobowce-pomniki-przyrody-wiadukty-koscioly.html
oraz
http://dornfeld.bikestats.pl/470191,Zabytki-powiatu-lobeskiego-ciag-dalszy-plus-Swidwin-palac-w-Iglicach.html

Na zdięcie dnia wybrałem dąb w Osowie na terenie prywatnym. Widoczne obok samochody nie dodają uroku, ale są doskonałym materiałem porównawczym. 

Strzmiele, zabytkowy dwór z XVI – XVIII wieku, obecnie ekspozytura archiwum.
Tuż obok kościół z pojedyńczymi nagrobkami rodziny von Loeper. 
Następnie pojechałem w kierunku Radowa Małego, zbaczając na chwilę z kursu do Czachowa, by zobaczyć ruiny kościoła z XV wieku. 

W Radowie Małym moją uwagę zwrócił kościół z wmurowanymi kamieniami w kształcie krzyża. Przy kościele pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej z zachowanymi trzema tablicami. 
Następnie skręciłem w piękna drogę w kierunku Dargomyśla. 

Po drodze było Żelmowo z pięknym pałacem z przełomu XIX I XX wieku. Obok 2 parki: przy pałacu prywatny oraz ogólnodostępny po drugiej stronie.
Pospacerowałem na tyle ile było to możliwe ale ze względeu na pokrzywy nie udało mi się dotrzeć na stary cmentarz z zachowaną kaplicą. Roślinność nie pozwoliła też ukazać pałacu od frontu. 
Dargomyśl, dwór z pierwszej połowy XIX wieku. 


Dalej pojechałem prosto do Dobrej. Tam byłem już który raz dlatego dziś krótki zestaw obowiązkowych fotek: rynku, najstarszej kamienicy wybudowanej przed 1695 rokiem oraz ruiny zamku rodu von Dewitz z XIII wieku. 
Bienice. Pałac rodziny von Kannenberg z 1876 roku. 
Bieńczyce, dwór z drugiej połowy XIX wieku. 


Kolejna wioska to Bieniczki z kościołem, na pierwszy rzut oka mało interesującym. Najciekawsze są bardzo rzadko zachowane detale: piękne drzwi wejściowe z niemieckim napisem, dwie tablice nagrobne: z 1839 roku druga zapewnie jeszcze starsza z nieczytelnymi napisami na koniec 16 wmurowanych tablic ku czci poległych w I wojnie światowej. 
Obok wielka rzadkość, niezniszczona postać niemieckiego żołnierza z I wojny światowej, oprócz tego inne nagrobki do których nie można było dojść z racji pokrzyw. 
Jeszcze w Bieniczkach rozpoczyna się przeogromny park który biegnie aż do Osowa, choć sam dwór z XVIII wieku jest dosyć skromny.
url=http://photo.bikestats.eu/zdjecie,275430,wierzbiecin.html]
[/url]
Wierzbięcin. Ruiny pałacu Dewizów z lat 1873 – 1876. Od frontu można podejśc pod sam pałac ale rośliność uniemożliwia robienie zdjęć. Ponadto bardzo ładnie prezentuje się kościół ryglowy z 1737 roku po generalnym remoncie. 
W Wierzbięcinie wyjechałem na drogę na Nowogard lecz wkrótce skręciłem na Ostrzyce. Z założenia tam zakończyłem zwiedzanie. Dlatego dopiero w domu zauważyłem, że w Błądkowie przeoczyłem ruiny kościoła, natomiast w Ostrzycy źle skręciłem, zanim się zorientowałem natknąłem się na mały dworek. Nie jest to tragedia, gdyż tą drogą zamierzam jeszcze raz kiedys jechać by odwiedzić inne miejscowości w okolicy. 
Ostatnia fotka w Jenikowie przez który przejeżdzałem kilka razy m.in na Pojezierze Drawskie. Dalej prosto do domu przez Osinę, Mosty, Kliniską.
Największy platan na świecie i najgrubsze drzewo w Polsce w jednym - obwód 11 metrów.
-
DST
162.53km
-
Temperatura
30.0°C
-
Sprzęt Kalkhoff
-
Aktywność Jazda na rowerze

Zdjęcie dnia. Cel wycieczki. Największy na świecie platan klonisty „Olbrzym” oraz najgrubsze drzewo w Polsce. Obwód ponad 11 metrów (1138 cm - rok 2012 , od 2004 roku przybył 1 metr), wysokość 35 metrów. Wiek ok. 220 – 280 lat w zależności od źródła. Miejsce: Chojna, park za murami miejskimi przy drodze do Szczecina.
#lat=52.992930831472&lng=14.34039&zoom=12&maptype=ts_terrain
Uwaga: Mapa przedstawia tylko trasę zwiedzania po stronie polskiej. Dojazd ze Szczecina i powrót trasą Oder- Neisse Radweg ( dla niewtajemniczonych jest to droga rowerowa biegnąca po niemieckiej wzdłuż Odry i Nysy). Drogi po niemieckiej stronie są wyłączone z ruchu samochodowego i nie można ich znaleść na mapie. 
Drzewo w okazałości. Te podłużne kreski, to nie jest płot, tylko inne drzewa dla porównania.
Pozostałe: 
Po przekroczenia granicy koło Schwedt, po krótkiej chwili odbiłem na Cedynię a potem na na Chojnę. Przez około 10 km, jechało się pod górę, z dwoma małymi przerwami. Całe szczęście na całej długości droga była zacieniona. 
Kuropatniki. Dworek myśliwski wybudowany w latach 1820 – 1830. 
Po minięciu wioski rozpoczęła się długa bardzo ciekawa aleja, miejscami składająca się z czterech rzędów drzew, dodatkowo różnych gatunków np. po prawej lipy, po lewej kasztanowce.
Majątek w Krzymowie. 
Przeogromny majątek, otoczony wysokim murem, z zachowanymi budynkami gospodarczymi, parkiem, resztkami cmentarza. Pałac znacznie ciekawej prezentuje się z drugiej strony, którą można zobaczyć z terenu kościoła. Niestety teren kościoła był zamknięty a drzewa spowodowały, że zoom był bezużyteczny. 
Jeden z budynków gospodarczych. 
Po minięciu Krzymowa, udałem się kolejnym objazdem do wsi Stoki. 
Stoki. Dwór z XIX wieku. 
Następnie kolejny skok w bok, na drogę gruntową do jeziora Ostrów. 
W tył zwrot na Stoki, i dalej lokalną drogą do samej Chojny. 
Z dużej odległości fotka, kopca ku czci króla szwedzkiego z 1630 roku.


