Sternfahrt - BERLIN - Eberswalde - BERLIN
-
DST
145.00km
-
Czas
07:46
-
VAVG
18.67km/h
-
VMAX
36.21km/h
-
Temperatura
34.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś celem wyjazdu był "Sternfahrt 2011" w Berlinie. Dla niewtajemniczonych jest to podobno największa na świecie impreza rowerowa, liczba uczestników sięga 250 tysięcy. Z podberlińskich miast i miasteczek ruszają kolumny rowerzystów, wraz zbliżaniem się do centrum miasta dołączają kolejni rowerzyści, a wszystkie kolumny na samym końcu łaczą się w jedną. Impreza kończy się piknikiem z jarmarkiem ekologicznym na "Strasse des 17 Juni" za Bramą Brandenburską, gdzie odbywają się wszystkie najważniejsze imprezy masowe w mieście.
Szczeciński rowerzyści rozpoczynają Sternfahrt co roku w Eberswalde. W tym roku początek był o godzinie 8.00. W sumie ze Szczecina przyjechało ponad 70 osób, część pociągiem, część przyjechała rowerami wyruszając ze Szczecina o pierwszej w nocy. Ja do Eberswalde wyjechałęm z Berlina, gdzie byłem od piątku u mojego przyjaciela. Wyjazd był o 04.10, na miejscu byłem o 7.45.
Później wszystko odbyło się zgodnie z opisem, impreza była super, jedynie co przeszkadzało do koszmarny upał, jak podawała wieczorem lokalna telewizja w tym dniu po południu w Berlinie były 34 stopnie, oczywiście była to temperatura w cieniu w klatce meteorologicznej.
Tylko na samej imprezie wypiłem 4 litry napojów izotonicznych i 1 litr soku jabłkowego, pomimo to, po przyjechaniu do mieszkania znajomego czułem się odwodniony.
Oto parę zdjęć, trzeba jednak pamiętać, że „Sternfahrtu” nie da się sfotografować, bo nie da rady sfotografować 150 tysięcy rowerzystów, bo tyle było w tym roku. Jeżeli komuś wydaje się, że to dużo to dodam, że to było znacznie mniej niż w poprzednich latach. Powodem były upały oraz długi weekend, czwartek był dniem wolnym od pracy i wielu berlińczyków nie było w mieście. 
Zbiórka w Eberswalde.
Przymusowy chwilowy postój, przepuszczenie karetki. 
Gdzieś w Berlinie.
Postój na przepuszczenie innej kolumny rowerzystów. Zdjęcie zrobione w okolicach Kottbusser Tor.
Tu już dobrze mi znane ulice. Kottbusser Damm – w dali Hermannplatz. 
Oczekiwanie na wjazd na autostradę śródmiejską.
Najlepsza część imprezy – przejazd przez autostradę, choć chwilami i ona była za wąska. 
Autostrady ciąg dalszy. 
Jeszcze jedno zdjęcie w odwrotnym kierunku. 
Okolice „Kudammu”.
Strasse des 17 Juni. 
Koniec przejazdu, zbiórka przy pomniku ku czci Armii Czerwonej.
Szczecin - Berlin
-
DST
157.57km
-
Czas
07:18
-
VAVG
21.58km/h
-
VMAX
38.49km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Celem tego wyjazdu nie było zwiedzane, lecz dojazd do Berlina, by dwa dni później wyruszyć stamtąd do Eberswalde gdzie o 8.00 rano rozpoczynał się Sternfahrt z udziałem szczecińskich bikerów. Wyjazd o 4 rano przyjazd do Berlina o 13.00.
Wiatr był idealny tzn. w plecy, było gorąco, ale nie aż tak jak w następnych dniach, zwłaszcza w niedzielę.
Jedynym nieprzyjemnym a właściwie tragicznym zdarzeniem był śmiertelny wypadek w Schwedt, gdzie jak później wyczytałem na niemieckim lokalnym portalu internetowym pijany 23 latek, zjechał nagle z drogi na ścieżkę rowerową i potrącił 58 letniego rowerzystę, który wkrótce zmarł. W chwili mojego przejazdu nie było już jego uczestników, lecz jedynie rozbity samochód, rower i plama krwi na jezdni oraz służby: straż pożarna i policja. Warto pamiętać, że w Niemczech także po drodze poruszają się debile. 
Aleja czereśniowa przed Garz.
Pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej w Felchow przed Angermuende.
Kamień milowy wyznaczający odległość do Berlina, kamienie takie stawiane były od XVIII wieku. 1 mila pruska to 7532 metry. 
Widok na klasztor w Chorin z głównej drogi. 
Dąb pokoju w Rudnitz posadzony w 1871 roku z okazji końca wolny prusko – francuskiej. 
Berlin. Granica miasta. 
Pomnik Ernsta Thalmana w Berlinie.
Socrealistyczna fontanna.
rozpieprzona obręcz - nowe koło - przygotowania do Stenfahrtu
-
DST
22.53km
-
Czas
01:36
-
VAVG
14.08km/h
-
Temperatura
20.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
[b]Ponieważ ostatnio jeżdze po paskudnych drogach ze sporą ilością dziur, rozbitym szkłem itd. postanowiłem zmienić przednią oponę (gdzie było już sporo nacięć) i założyć Marathona Plusa z treningiowym bieżnikiem. Jak rower stał kołami do góry, sprawdziłem przy okazji tylnie koło, okazało się, że obręcz jest mocno skrzywiona. Innych uszkodzeń nie zauważyłem. Dziś udałem się wycentrować obręcz i na miejscu okazało się, że sprawa wygląda tak jak na zdjęciu. Podejrzewam, że ta wyrwa postała dopiero jak jechałem do serwisu, wcześniej bym zauważył, po drugie gdybym jeździł dłużej dętka wyleciała by w powietrze niszcząc dodatkowo oponę. Uszkodzenie powstało prawdopodobnie w drodze do Kamienia Pomorskiego 31 maja, gdzie wpadłem z dosyć dużą szybkością do sporej dziury, zauważyłęm ją w ostatnim momencie, gdyż była w miejscu zacienionym a ja jechałem pod ostro bijące słońce w okularach przeciwsłonecznych.
Zmiana samej obręczy nie wchodziła w grę:
1. Serwis był zawalony i musiał bym czekać z naprawą do wtorku a tu Stermfahrt za pasem.
2. Zużyta była już mocno piasta w grudniu wymienione były kulki ale wiadomo było, że jest to naprawa prowizoryczna, zaczęły się już robić minimalne luzy.
Przebieg tylnego koła: 30 tysięcy kilometrów, do dziś nie było pękniętej szprychy ani żadnego luzu. Gdybym wiedział, że będzie taki wypadek kupił bym w Niemczech takie samo koło, jak dotychczas użytkowane, gdzie dają 2 lata gwarancji na pękanie szprych.
Całość sytuacje można określić jako pechową, ze względu na sporo nerwów i dodatkowe wydatki przed Sternfahrtem, z drugiej strony wielkie szczęście, że zauważyłem usterkę i wszystko nie wyleciało w powietrze gdzieś pod Berlinem, doszły by wtedy koszty dętki i opony.
Dodatkowo wymienione zostały mocno już starte przednie klocki od hamulców a także kupione nowe rękawice, stare były również starte. Nie wypada w takich jechać zagranicą. [/b]
Dziwnówek - kąpiel w Bałtyku i dobre wieści w sprawie tamtejszej infrastruktury rowerowej
-
DST
127.18km
-
Czas
05:35
-
VAVG
22.78km/h
-
VMAX
33.53km/h
-
Temperatura
32.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dopiero wczoraj wieczorem dowiedziałem się, że dziś cały dzień wolny, zorganizowanie całodziennej wyprawy nie wchodziło w grę, gdyż nie było czasu na ułożenie jakieś fajnej trasy. Z drugiej strony w takiej temperaturze zwiedzanie w dzień jest mało przyjemne.
Ostatecznie o kierunku jazdy zadecydował wiatr oraz to, ze za trzy tygodnie rozpoczyna się sezon, co oznacza tłok na drogach, ścisk, hałas, generalnie wszystko to, czego nie lubię.
Trasa: Szczecin – Załom – Goleniów – Stepnica- Recław – Kamień Pomorski – Dziwnówek – Kamień Pomorski.
Wyjazd o 3 rano, po pierwsze z powodu przyjemnej temperatury, po drugie jazda rowerem w dzień z prawobrzeża na lewobrzeże i odwrotnie, wymaga teraz odwagi z powodu remontów obejmujących zarówno jezdnie jak i pobocza, w skutek budowy nowej asfaltowej drogi rowerowej.
Dzisiejszym celem była jazda dla samej jazdy, zero zwiedzania, fotki robione tylko wtedy, gdy przy samej drodze było coś, co warto było uwiecznić. 
Kościół parafialny p.w. Św. Jacka Odrowąża zbudowany w 1741 r. Wieża spłonęła w 1997 roku, została odbudowana, u stóp kościoła trzy stare dzwony popękane w czasie pożaru. 
Stepnica. Pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej. 
Farma wiatrowa pod Wolinem. 
Największym dzisiejszym problemem była temperatura, wyłącznie o świcie była ona znośna, największym sprzymierzeńcem były dające cień lasy, które kończą się dopiero kilka kilometrów przed Recławiem. Po minięciu Recława, do Kamienia Pomorskiego jest jeszcze 19 km, słońce już dawało mocno w kość, na szczęście z pomocą przyszła aleja lipowa z kilkoma wyjątkami ciągnąca się aż do Kamienia Pomorskiego. 
Po drodze w Sibinie jest zabytkowy kościół, o ile zabytkiem można uznać obiekt odbudowany po II wojnie światowej. 
Przy kościele coś na kształt lapidarium. Niestety uchowały się tylko resztki nagrobków, nie zachował się ani jeden krzyż, ani jedna cała tablica, w całej tej masie można odczytać tylko jedno imie i nazwisko bez żadnych innych danych.
Droga Kamień Pomorski – Dziwnówek.
Za Kamieniem Pomorskim aż do Dziwnówka rozpoczyna się prawdziwy tor przeszkód. Już jest ciężko, w sezonie będzie tu paraliż komunikacyjny. Na drodze są trzy miejsca gdzie wprowadzono ruch wahadłowy. W dodatku na jednym z nich ruch odbywa się nie dwóch, ale w trzech cyklach, na drogę co chwilę wjeżdzają drogowcy zamykając przejazd w obu kierunkach. W sumie z remontu należy się tylko cieszyć, bo droga jest w fatalnym stanie technicznym, w niektórych miejscach praktycznie w ogóle nie ma już asfaltu. 
Jedno z miejsc gdzie wprowadzono ruch wahadłowy.
Droga Wrzosowo – Dziwnówek. Wreszcie rozebrano coś, co wg. znaków było ścieżka rowerową. Znak został.. Czy w świetle przepisów powinno się jechać po tym piachu?
Ale znak to głupstwo, najważniejsza wiadomość jest taka, że po drodze przeprowadziłem wywiad z ekipą drogową, na całej trasie będzie nowa asfaltowa! droga rowerowa.
Droga Kamień Pomorski - Dziwnówek to jedno z niewielu miejsc gdzie przeprowadzono uzasadnioną i sensowną wycinkę zdjęć przydrożnych. 1. Drzewa wycięto dopiero wtedy, gdy zaczął się remont. W Polsce w wielu miejscach wycinkę uzasadniono remontem, poszerzaniem drogi, który nigdy nie nastąpił. 2. Wycięto tylko te drzewa, gdzie są prowadzone roboty drogowe a nie wszystko jak leci. 3. Już kilkadziesiąt lat temu przewidując remont i poszerzenie drogi posadzono w odpowiedniej odległości nowe drzewa, co widać na zdjęciu. 
Rozkopany Dziwnówek, zamknięty jest główny wjazd do miejscowości. 
Gwóźdź programu, kąpiel w morzu. Wbity pal falochronu stanowił doskonałą podpórkę pod nóżkę od roweru. Zataszczenie roweru na sam brzeg pozwoliło na kąpiel i jednocześnie stałą obserwacje zostawionych rzeczy. 
Podziwiam tych ludzi, co tak leżą na słońcu w taki upał. Nie wytrzymałbym 5 minut.
Odnośnie pytania "Rammzesa", woda jest już ciepła, zwłaszcza biorąc pod uwagę porę roku. Na lądzie dosyć mocno wiało, ale nad samym morzem bezwietrznie, roślinność na wydmach skutecznie tłumiła południowy wiatr.
Blankensee
-
DST
46.22km
-
Czas
02:19
-
VAVG
19.95km/h
-
VMAX
32.54km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wciąż mało czasu. Szybki wypad tuż za słupki graniczne, bez zatrzymywania się i robienia zdjęć.
Na Narutowicza pod eskortą Masy Krytycznej
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Odkleił się niestety czujnik od licznika, nie ma wiec danych o dystansie, prędkości i średniej.
Koblenz, Krugsdorfer See
-
DST
98.69km
-
Czas
04:54
-
VAVG
20.14km/h
-
VMAX
33.92km/h
-
Temperatura
24.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś niestety za mało czasu by wyskoczyć na cały dzień, więc zrobiłem tradycyjny wypad do Loecknitz rozszerzony o kilka wiosek w których byłem pierwszy raz od czasu zarejestrowania się na bikestats. W sumie ostatnio większą frajdę sprawiają mi wycieczki po Polsce, może dlatego, że po kilkunastu latach jeżdżenia było się już chyba wszędzie, jeżeli chodzi o niemieckie tereny przygraniczne w okolicach Szczecina.
Jazde wspomagał bądź straszliwie utrudniał ,w zależności od kierunku jazdy, silny wiatr. Dziwne, bo w samym mieście jak widze, cisza i spokój.
Trasa: Szczecin – Blankensee – Rothenklempenow – Koblenz – Krugsdorf – Zerrenthin – Wetzenow – Rossow – Locknitz – Rothenklemenow ( nową asfaltową drogą) – Blankensee - Szczecin
Droga Rothenklempenow – Breitenstein – Pasewalk.
Zarośnięty bluszczem pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej w Koblenz.
Mauzoleum rodziny von Eickstedt w Koblenz. Obok nagrobki m.in. z 1838 oraz 1813 roku. 
Krugsdorfer See. 
Krugsdorfer See – II.
Krugsdorf – pomnik na rozdrożu dróg.
Zerrenthin – stacja kolejowa. Pociąg zatrzymuje się tylko na żądanie. Prośba by tak stanąć by być widocznym dla prowadzącego pociąg.
Loecknitz. Burgturm.
Oszukany przez pogodynkę
-
DST
76.02km
-
Czas
03:48
-
VAVG
20.01km/h
-
VMAX
38.12km/h
-
Temperatura
12.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dziś tylko krótki wypad do Loecknitz. Ponieważ w ostatnich tygodniach, brałem ze sobą zawsze jakieś cieplejsze ubranie dziś postanowiłem, że nie będę woził zbędnego balastu. Przed wyjazdem sprawdziłem pogodynkę, na dworze było ciepło, ponadto prognoza była, że wkrótce będzie 25 stopni. Miały być chmury, ale bez opadów. Minęły 3 godziny, wracałem w temperaturze 12 stopni, uczucie chłodu potęgował silny wiatr i na koniec deszcz, wziąłem tylko pelerynę przeciwdeszczową, ale w ostatnich minutach jazdy nie opłacało się jej zakładać.
Jak wróciłem do domu sprawdziłem pogodynkę, skorygowali swoje prognozy, ale i tak wg. nich tej chwili w Szczecinie jest 18 stopni, podczas gdy za oknem jest 12 stopni. Od taka mała różnica.
Po południu jazda w mieście, zamiast się ochłodzić się ociepliło, przestało wiać i wyszło słońce.
powiaty: myśliborski, gorzowski, kostrzyński
-
DST
136.79km
-
Czas
07:11
-
VAVG
19.04km/h
-
VMAX
35.11km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na początek wielkie podziękowania dla "donremigio", który napisał mi o zamku w Swobnicy i tym samym zainspirował mnie do dzisiejszej wycieczki. W tym roku byłem już w Swobnicy i nawet do główy nie przyszło, że przejeżdzałem koło takiego skarbu. Zamek jest tak położony, że bez pomocy miejscowych trudno by było go znaleść. Dziś w Swobnicy byłem o takiej porze, że zdjęcia trzeba było robić pod słońce. Dużo więcej i lepszych zdjęć zrobił "donremigio", który spenetrował zamek i wieżę widokową wykazując się dużą odwagą. Link do jego wycieczki:
http://donremigio.bikestats.pl/350462,Zamek-Zakonu-Joanitow-Swobnica.html
Trasa: Krzywin Gryfiński – Baniewice – Swobnica – Dłusko Gryfińskie – Kierzków – Tarnowo – Otanów – Czułków – Myślibórz – Pszczelnik – Dolsk – Barnówko – Mosina – Witnica – Dąbroszczyn – Kostrzyn 
Krzywin Gryfiński – dworzec PKP, początek wycieczki.
Swobnica. Zamek wzniesiony został przez Joannitów w XIV w., później przebudowywany. W poł. XVII w. przejęty przez królową szwedzką. W wieku XVIII zamkiem zarządzali Hohenzollernowie.
Przy wejściu tablica informuje, że obiekt grozi zawaleniem. Nie byłem tak odważny by wchodzić ale kto chce może pochodzić po zamku a także wspiąć się na wieżę. 
Tarnowo – ruiny XIX wiecznego pałacyku. 
Przydrożny pomnik przy drodze Otanów – Czółnów poświęcony Maxowi Berndt von Saldern - Mantel (1886 – 1968) - staroście myśliborskiemu w latach 1920-1933.
Przyczynił się do rozwoju gospodarczego powiatu po kryzysie, po I wojnie światowej między innymi przez wybudowanie 110 km dróg. Sam pomnik jest oryginalny, natomiast tablica została odtworzona. 
Czółnów - zachowana wieża drewniana nieistniejącego XVIII wiecznego kościoła.
MYŚLIBÓRZ
Brama Pyrzycka. XIV wiek.
Ratusz wybudowany w 1772 roku, wcześniejszy budynek spłonął. 
Klasztor dominikanów z drugiej połowy XIII wieku, jedyny klasztor dominikanów na terenie dawnej Nowej Marchii, do dzisiejszych czasów zachował się kościół klasztorny oraz jego zachodnie skrzydło. Obecnie mieści się tu Myśliborski Ośrodek Kultury oraz Powiatowa Bibliotek Publiczna. 
Brama Nowogródzka z I połowy XIV wieku. 
Kaplica św. Gertrudy z II poł. XIV wieku, dawniej przy kaplicy znajdował się cmentarz, obecnie Ośrodek Edukacji Plastycznej. 
Mury miejskie. 
Baszta prochowa z przełomu XIV i XV wieku, u góry widoczne dawne wejście do baszty, które znajdowało się na wysokości dawnego muru obronnego. 
Jezioro Myśliborskie.
Kapliczka Jerozolimska z 1514 roku, prawdopodobnie ostatnia stacja drogi krzyżowej przed murami miejskimi, krata z XIX wieczna, wewnątrz kopia późnogotycki Krzyż, oryginał znajduję się lokalnym muzeum.
POMNIK LOTNIKÓW LITEWSKICH – w lesie koło Pszczelnika. 
Pomnik poświecony dwom litewskim lotnikom, którzy w nocy 17 lipca 1933 r. zginęli tutaj w katastrofie lotniczej podczas lotu z Nowego Jorku do Kowna: Stapasa Dariusa i Stasyasa Girenasa . Odsłonięty 17 lipca 1936 r. w miejscu, gdzie rozbił się ich samolot „Lituanica”. Rząd litewski przed wojną wykupił na okres 99 lat obszar katastrofy – koło o średnicy 10 m. Lotnicy są bohaterami narodowymi, ich podobizny zdobią banknot 10 litowy. 
Powstały współcześnie słup granitowy z napisami w czterech językach. Obok pomnika infrastruktura wypoczynkowa: ławy, wiaty itd. Do miejsca prowadzą dwie drogi z głównej drogi: Myślibórz – Dębno, bardzo dobrze oznakowane.
DOLSK 
Pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej. 
Najprawdopodobniej budynek szkolny, na budynku godło państwowe, bez żadnej informacji co się tam mieści. Najciekawszy jest duży poniemiecki napis, po prawej stronie budynku „Ohne Fleiss kein Preis” – odpowiedni naszego powiedzenia „Bez pracy nie ma kołaczy”. 
Napis w całej okazałości. Oprócz tego wsi znajdują się ruiny pałacu, obecnie jest to teren prywatny, pilnowany przez psy, zieleń uniemożliwiała zrobienie zdjęcia, co nie jest jednak dużą stratą gdyż pałac jest wyjątkowo mało okazały.
[b]MOSINA
Pień liczącego sobie około 460 lat w (chwili ustawienia tabliczki) dębu szypułkowego. Wrażenie robi obwód ok. 510 cm, jeszcze większe wysokość 32 metry. 
Kościół ryglowy św. Michała z 1780 roku w XIX wieku rozbudowany, obok pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej. 
Pamiątkowe dęby, pod dębami znajdują się poniemieckie kamienie z napisami niestety bardzo już zatartymi, wśród dębów jest „dąb Wilhelma I” zasadzony w 1872 roku oraz „dąb kanclerza Bismarcka” z 1878 roku, natknąłem się także na informacje, że w pobliskim lesie jest także „dąb Hitlera”. 
Niemiecki napis m:in ze słowami "Wilhelm Eiche" - „dąb Wilhelma” oraz liczbami oznaczającymi datę zasadzenia "22.3.72" czyli 22 marca 1872 roku.
Wilhelm I urodził się 22 marca 1797 roku, tak więc dąb został posadzony z okazji jego 75 urodzin.
WITNICA
Pomnik ku czci poległych 241 mieszkańców Witnicy w I wojnie światowej.
PARK DROGOWSKAZÓW I SŁUPÓW MILOWYCH CYWILIZACJI W WITNICY:
Najbardziej oryginalny punkt tej wycieczki i nie tylko. Muzeum pod gołym niebem gdzie znajduję się kolekcja drogowskazów, słupów milowych w oryginałach oraz w niektórych wypadkach replik np. najstarszego słupa drogowego z Konina. Ponadto w parku znajduje się zbiór nowinek technicznych także związanych z Witnicą np. elementy pierwszej pruskiej maszyny parowej, urządzenia do podnoszenia i podkuwania koni, maszyny z lokalnego browaru, fabryki kafli itd. 
Maszyna parowa. 
Autentyczny znak postawiony w Słońsku , gdzie bociany uwiły sobie gniazdo
w urzędzie gminy tuż nad głównym wejściem, co wywołało liczne skargi spowodowane zabrudzeniami ubrań interesantów. Silna grupa ekologów uniemożliwiała przenosiny gniazda, postawiono więc znak. Strażnicy orzekli, że takiego znaku nie ma i nakazali go zdjąć, obrażone bociany przeniosły się na kominy. Znak jest darem Urzędu Gminy w Słońsku. 
Kamień pamiątkowy ku czci III Rzeszy wystawiony w swoim parku przez właściciela cegielni w Witnicy. 
Urządzenia graniczne, na pierwszym planie oryginalny fragment muru berlińskiego. 
Słup milowy poczty pruskiej. 
Stary drogowskaz. 
Kopia słupa konińskiego z 1151 roku stojącego w połowie drogi między Kruszwicą a Kaliszem.
Lista obiektów jest długa: są tu słupy milowe, kilometrowe, drogowskazy, wyznaczające granice państw, majątków, stawiane w 1945 roku przez Armie Czerwoną i wiele innych.
ODZIELNĄ CZĘŚĆ STANOWI W PARKU TZW. KRAINA FANTAZJI Z MYŚLĄ O DZIECIACH:
Kopiec „Kozioła Matołka” z drogowskazem na Pacanów i inne miejscowości z krainy baśni. 
Drogowskazy do miejscowości o nazwach związanych z rozumowaniem. W Parku jest kilka takich tematycznych wymyślonych drogowskazów do miejscowości, których nazwy istnieją w rzeczywistości. 
Jakby ktoś nie wiedział. To jest rower.
Park jest doskonałym miejscem na dłuższy postój, obok jest staw, stylowe ławki itp.
W Witnicy warto zobaczyć lapidarium na cmentarzu, którego podczas tej wycieczki z powodu przeoczenia nie odwiedziłem. 
Droga rowerowa Kostrzyn – Gorzów Wielkopolski.
DĄBROSZYN 
Wjazd o wsi. 
Pałac z końca XVII wieku, później wielokrotnie przebudowywany. 
Pomnik Wiktorii w parku koło pałacu ku czci Fryderyka II.
Późnobarokowy kościół z barokową kaplicą rodową von Schoeningów, właścicieli pałacu. 
Obok pałacu leży kilka doskonale zachowanych płyt nagrobnych z przełomu XVIII i XIX wieku. 
Kostrzyn – dworzec PKP. Koniec.
Szczecin - Maszewo - Chociwel - Stargard
-
DST
146.78km
-
Czas
07:18
-
VAVG
20.11km/h
-
VMAX
17.00km/h
-
Temperatura
31.0°C
-
Sprzęt Stevens Galant
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trasa: Szczecin – Kliniska - Stawno – Tarnówko – Danowo – Radwanek – Maszewo – Dębice – Nastazin – Kania – Karkowo – Chociwel – Kamienny Most – Lutkowo – Kozy – Dobrzany – Wierzchowo – Marianowo – Czarnkowo – Pęzino – Ulikowo – Stargard Szczeciński
Wycieczka zaplanowana dziś rano, celem nie było zwiedzanie wielkich atrakcji, ale przejechanie się drogami, które mijałem przy innych wycieczkach w tamtych okolicach. Odpuściłem sobie zwiedzanie: Chociwla, Dobrzan, Marianowa, Stargardu Szczecińskiego, ominąłem Dobrą gdyż w tych miejscowościach już byłem i zapewne jeszcze w tym roku będę. Trasa dla mnie nowa na odcinku od Tarnówka aż do Dobrzan z wyjątkiem samego Chociwla i Dobrzan, do których dotarłem innymi drogami, nie przypominam też sobie bym był w Czarnkowie. W Maszewie miałem okazję już być ale tylko przejazdem w drodze na Pojezierze Drawskie.
Oto parę zdjęć z nowo poznanych miejsc. 
XIX wieczna wieża kościelna, dobudowana do XV wiecznego kościoła, który się nie zachował. 
Zabytkowa aleja dębowa na drodze Tarnówek – Tarnowo. To nie są "danowskie dęby" o których poniżej. 
Danowo – Dąb „Henryk”. Wiek około 260 lat. Pomnik przyrody.
W Danowie można zobaczyć zabytkowy jak informuje tabliczka kościół z przełomu XV i XVI wieku, choć dla mnie jest to żaden zabytek, bo kościół został odbudowany po wojnie. Osobiście cenie sobie oryginały a nie kopie. Ciekawa jest natomiast tablica ku czci poległych w I wojnie światowej ze względu na materiał, którym jest drewno. 
Największą atrakcją okolicy są „Danowskie Dęby”, których w okolicy jest około dwustu. Wiek 200 i więcej lat. 
Maszewo – baszta francuska.
Maszewo – mury obronne.
Maszewo – przykościelny dąb. Obwód ponad 5 metrów. Wysokość: 24 metry. Pomnik przyrody, tabliczka która o tym informuje, zniknęła. Ponadto w Maszewie warto zobaczyć: dwa kościoły, okolice rynku z licznymi zabytkowymi kamieniczkami, oraz gigantyczny pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej, o którego istnieniu dowiedziałem się już po wyjechaniu z Maszewa, ze względu na nietypowe położenie: park na półwyspie koło boiska. 
Nastazin. Wieża z kamienia polnego kościoła XV/XVI wieku, reszta została dobudowana po II wojnie światowej. 
Kania. Wolnostojąca XIX wieczna drewniana dzwonnica oraz fragment XV wiecznego kościoła z kamienia polnego. We wsi niewielkie lapidarium z zachowanymi poniemieckimi nagrobkami z XX wieku. Ponadto niewielki niespecjalnie ciekawy dworek z parkiem w którym znajduję się pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej, obecnie własność prywatna, do parku nie udało mi się niestety wejść. 
Karkowo – ruiny XVIII wiecznego pałacu. Więcej zdjęć można zobaczyć u "shrinka", który jak się po powrocie okazało, też dziś tam był.
http://shrink.bikestats.pl/489021,Karkowo.html
Kamienny Most, jeden z dwóch pomników ku czci poległych w I wojnie światowej. Jako pierwszy był tam "shrink". Na obu pomnikach umieszczono cytaty ze Starego Testamentu. O tej porze roku wskazane długie nakrycie ze względu na komary oraz chaszcze m.in. pokrzywy. 
Z Kamiennego Mostu udałem się w kierunku Dobrzan przez Lutkowo oraz Kozy. Łącznie kilkanaście kilometrów raz lepszego, raz gorszego asfaltu na którym nie było „żywego ducha”. 
W Lutkowie do zobaczenia kościół z 1907 roku oraz pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej. Od Dobrzan już się nie zatrzymywałem, choć po drodze są miejscowości godne zobaczenia. Zostały już zaliczone w zeszłym roku.


